kino, teatr, muzyka

Warszawa

Café Stajnia

Maciej Nowak
25.07.2008 , aktualizacja: 23.11.2010 15:38
A A A Drukuj
ul. Przyczółkowa 227 (wjazd od ul. Pałacowej)
Może przyjedziecie tu na rowerze, może przygna was namiętność do jazdy wierzchem. A być może należycie do grupy entuzjastów, którzy w podnieceniu obserwują postępy budowy Świątyni Opatrzności Bożej wznoszonej nieopodal, na wilanowskich polach. A może, tak jak ja, w leniwe niedzielne popołudnie pojawicie się tu po prostu z przyjaciółmi, by popatrzeć w niebo i chwilę pomilczeć wśród ludzi. Każdy sposób, by odwiedzić Stajnię Wilanów, jest dobry. Ulica Przyczółkowa, łącząca Wilanów z Konstancinem-Jeziorną, niewiele ma wspólnego z Sunset Boulevard czy innymi ekscytującymi i modnymi szlakami. Ot, zatłoczona podmiejska szosa w nudnawym, płaskim krajobrazie. A jednak, gdy skręcicie w prawo, w prostą jak strzała ulicę Pałacową, zaczyna działać czar. Jedziemy kilkaset metrów w tunelu zieleni po równiutkiej granitowej kostce, skręcamy raz jeszcze w prawo i oto pośród łysawych łąk natykamy się na porozrzucane bezładnie padoki, maneże, hale i stajnie. A między nimi zagubiony niepozorny domek, zbudowany na brzegu niewielkiego prostokątnego stawu. Jego dwa dłuższe boki obstawione są ciasno stolikami z parasolami, do jednego z krótszych przytula się wąski, zadaszony taras, przez który dostać się można do wnętrza owego niepozornego domu. Cała kompozycja poprzez swą kompletną nienaturalność pośród podwarszawskiego pejzażu robi wrażenie surrealistyczne. Tak jakby jakiś mocno przerośnięty bobas poustawiał sobie z klocków lego jeździeckie miasteczko. Jedynie zapach i odgłosy dochodzące ze stajni dowodzą, że nie jesteśmy na placu dziecięcych zabaw.

Znam siebie i swoją wagę, myślę więc, że grzeczniej będzie, gdy koniom nie będę się specjalnie narzucał. W końcu i one, biedaki, mają swoją wytrzymałość. Z dużo większym entuzjazmem ustawiam się za to w kolejce do baru w domku na brzegu stawu. Menu jest obszerne, w większości złożone z ryb i owoców morza, ja jednak z lekceważeniem omijam cudzoziemskie dziwactwa. Tilapie, sole, kalmary, kerguleny, pangi i ślimaki jadam ze smakiem i zainteresowaniem w innych lokalach, tutaj w Stajni Wilanów skupić się chcę na rybkach ze stawu za oknem, czyli pstrągach i karpiach. Pluskają zresztą nie tylko w stawie, ale też w betonowym zbiorniku na podwórku, do którego ciągle podawana jest spieniona, natleniona woda. Wygląda to jak prawdziwe rybie spa, żyć nie umierać. A jeżeli już - to na prawdziwym grillu i tylko po to, by znaleźć się na naszym talerzu. Efekt jest olśniewający: słusznej wielkości pstrągi mają śnieżnobiałe mięsko łatwo odchodzące od ości, pachną świeżą wodą, ich skórka jest ozdobiona ciemnymi równoległymi paskami rozgrzanego rusztu. Wielbiciele bardziej tradycyjnych rozwiązań mogą zamówić te same pstrągi w formie fileta usmażonego na patelni w ziołowej panierce. To również rozwiązanie bardzo uczciwe, choć oczywiście dużo mniej dietetyczne. Polecam także wyśmienity chrust z karpia, czyli małe fileciki smażone na złocisto. Karp potrafi zmęczyć swoim mułowatym posmakiem czy nadmiarem tłuszczu, w Stajni Wilanów pokochacie go jednak na nowo. Jest jędrny, elegancko pachnący, chrupko-miękki. No, po prostu, kawaler jak się patrzy w towarzystwie soczystej surówki z marchewki. Przed rybkami warto spróbować gęstej zupy z łososia i warzyw. Znam, co prawda, lepsze zupy rybne, bardziej charakterne i oryginalne, jednak i ta na pewno państwa nie zawiedzie. Szczególnie, gdy w promieniach zachodzącego słońca zasiądziecie przy stoliku nad stawem, a o nogi ocierać się wam będzie zielonooki kot.

Café Stajnia, ul. Przyczółkowa 227 (wjazd od ul. Pałacowej), tel. 501 507 383, czynne: wtorek-piątek od godz. 11-20, w soboty i niedziele 10-20, www.stajnia-wilanow.pl, nie można płacić kartą





Podziel się