kino, teatr, muzyka

Warszawa

Kafé Marhaba

Maciej Nowak
22.08.2008 , aktualizacja: 23.11.2010 15:36
A A A Drukuj
ul. Waryńskiego 9/1
Marhaba zrodziła się z miłości do Turcji. Czuję się trochę zazdrosny, bo Turcja to także moja fascynacja. Wieczorne chwile na oplecionym winną latoroślą tarasie stambulskiej kawiarni, światła statków stojących na redzie na morzu Marmara, pokładanie się na wykładanych starymi dywanami - nomen omen - otomanach, zapach nargili i smak herbaty w malutkich szklaneczkach - to jedna z tych sytuacji, do których wracam myślami w chwilach trudnych. Nic nie daje lepszego wytchnienia. Warszawskiej Marhabie brakuje oczywiście widoku na morze Marmara i Bosfor, ale coś z tamtego idyllicznego klimatu udało się mimo wszystko przenieść. Wchodząc tu, zanurzasz się w błogą atmosferę orientalnego rozleniwienia. Możesz rozłożyć się na niskich fotelach-poduchach, możesz zasiąść nad partyjką tavle, możesz zaciągnąć się różanym dymem fajki wodnej i oczyścić się ze złych emocji, oglądając rozkosznie lukrowane teledyski Tarkana, Mustafy Sandala czy Sezen Aksu. No i oczywiście możesz zjeść. Z satysfakcją, choć bez szaleństw.

Marhaba mieści się w malutkim pawilonie w zaułku Waryńskiego, gdzie przez kilkadziesiąt lat pracowała jedna z najbardziej szykownych warszawskich kwiaciarni. Pamiętam, że wyrafinowane bukiety stąd były w szarych latach 80. symbolami lepszego życia. W dawnej kwiaciarni nie ma miejsca na profesjonalną kuchnię, więc wszystko, co w Marhabie podają do jedzenia powstaje gdzie indziej. Akurat przez przypadek byłem świadkiem dostawy humusu, który przyrządza, jak się dowiedziałem, mieszkający w Warszawie Gruzin Dawid. Zanurzyłem kawałek pity w miseczce z humusem, zaczerpnąłem dużą porcję i świat stał się od razu bardziej interesujący. To naprawdę najlepszy humus w mieście. Aromatyczny, kremowy, dostatecznie tłusty i, co ważne, serwowany na ciepło. Nie mniej zachwycające okazały się dwie klasyczne tureckie zupy: soczewicowa i jogurtowa. W kraju czerwonego półksiężyca jada się je od rana do późnej nocy, a ich warszawska wersja nie ustępuje tym, których próbowałem w tamtejszych restauracjach. W gęstej czerwonej polewce czuć wyraźnie ziarna soczewicy, a sok z ćwiartki limonki uwydatnia jej miękki, pieszczotliwy smak. Ta biała, przyrządzona z jogurtu, intensywnie doprawiona suszoną miętą, mimo że gorąca, bardzo dobrze komponuje się z sierpniowym upałem. Niestety, we wtorkowe popołudnie zabrakło w Merhabie dań z jagnięciny. Musiałem zadowolić się grillowaną piersią z kurczaka oraz popaść w zakłopotanie nad bakłażanem zapiekanym z mielonym mięsem. Kurczak był poprawny, bakłażan zaś - przykro to pisać - sfermentowany i niejadalny. Rehabilitacja nadeszła szybko. Wraz z deserami. Słodkimi, strojnymi, lepiącymi się od miodu i wschodnich namiętności. Największe wrażenie zrobiła podgrzana chałwa posypana pistacjami, najbardziej smakował zaś kadaif, czyli śmietankowe ciasto ukryte w wiązkach drobniutkiego słodkiego chrustu.

Takich miejsc jak Marhaba brakuje w okolicach placu Konstytucji: małych, kameralnych kawiarenek, które mają siłę odczarowania monumentalnej stalinowskiej architektury. Z perspektywy Kafki koło biblioteki na Koszykowej czy Marhaby właśnie zaczynasz patrzeć na dobrze znane okolice Marszałkowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej jako na przytulną i harmonijnie zakomponowaną przestrzeń miejską. Odkrywasz przy tym zupełnie niedostrzegane dotąd detale, choćby świetną ekspresyjną płaskorzeźbę z manifestacją pierwszomajową znajdującą się na ścianie, do której przytulona jest Marhaba. Przechodziłem tędy tysiące razy, ale dopiero teraz, uspokojony szklaneczką mocnej tureckiej herbaty, wysłodzony bakławą, potrafiłem z uwagą przyjrzeć się tej rzeźbie. I zadzierzgnęliśmy z moim miastem jeszcze bardziej intymną znajomość.

Kafé Marhaba, ul. Waryńskiego 9/1, tel. 022 629 16 50, można płacić kartą, www.kafemarhaba.pl



Podziel się