kino, teatr, muzyka

Warszawa

Der Elefant

Maciej Nowak
12.09.2008 , aktualizacja: 23.11.2010 15:33
A A A Drukuj
pl. Bankowy 1
Powstały w roku 1990 Der Elefant to pierwsze dziecko Artura Jarczyńskiego, znanego i wszechmocnego dziś magnata warszawskiej gastronomii. To właśnie dla podkreślenia owej pierworodności menu Der Elefanta zdobi dumna i ogromna jedynka. W swoim czasie opowiadano o tym lokalu legendy, to tutaj polskie podniebienia zdobywały Guinness i Bittburger, to tutaj można było zatopić zęby w pierwszych prawdziwych filets mignon III Rzeczypospolitej. Niestety, dotarłem tu najwyraźniej za późno, bo dopiero w ostatni wtorek. I odnalazłem knajpę karmiącą smacznie, jednak pozostającą w stanie zaawansowanego rozkładu. Przykrym tego objawem był zapach dobywający się z jej gasnących trzewi. Kuchenne opary mieszały się ze stęchlizną starego gastronomicznego wnętrza przesiąkniętego kurzem minionych lat i wonią dziesiątków tysięcy wydanych obiadów i milionów litrów wyżłopanego piwa.

W przeciwieństwie do pozostałych lokali koncernu Jarczyńskich menu Der Elefanta jest kameralne i nie obliczone na przemiał setek gości. W Kompanii Piwnej czy Szwejku większość potraw mięsnych podgrzewana jest w głębokim tłuszczu, porcje są ogromne, efektowne i najczęściej pozbawione smaku. Tutaj wszystko jest skromniejsze, choć także obliczone na gusta raczej męskie. Taka zresztą jest klientela Der Elefanta. We wtorek tworzyli ją przede wszystkim panowie w średnim wieku pod krawatem i z aktówkami ubrani w biurowe garnitury i marynarki. Wkraczający do lokalu zamaszyście z radością wagarujących konusów, wychodzący po kilku godzinach krokiem dojrzalszym, choć nieco chwiejnym. To im dobrze służy tłusty żurek z kiełbasą i jajkiem (19 zł) oraz ogromne podsmażane we fryturze pierogi z serem i ziemniakami (19 zł). To oni ze smakiem zabierają się do świetnego steku nowojorskiego (39 zł) oraz takiego sobie steku pepe-verde (39 zł) serwowanego w dwóch kawałkach pokrytych sosem z zielonego pieprzu. Ciekawostką menu są potrawy o pochodzeniu bałkańskim przywodzące sentymentalne wspomnienia z legendarną restauracją Varna. Czarnomorska zupa z kurczaka (9 zł) jest kremowo biała, zaprawiona masłem, wzbogacona makaronem i kawałkami kurki. Kebabcze (16 zł) i kiufte (16 zł), arcydzieła bałkańskiego grilla, prezentują się świetnie w towarzystwie prawdziwej lutenicy i cacyków. Są soczyste, kruche i przyjemnie okopcone. Spróbujcie też idealnie przyrządzonej papryki biurek (12 zł), czyli faszerowanej słonym serem i usmażonej w panierce oraz równie wzorcowego sera zapiekanego w glinianej miseczce z pomidorami i jajkiem (15 zł). Ten sam ser starty na tarce otula puszystą kołderką kompozycję z pomidorów i ogórków, tworząc doskonałą wersję sałatki szkopskiej (9 zł).

Podsumowuję wrażenia z kolacji w Der Elefancie i właściwie kulinarnie nie mam się do czego przyczepić. Wręcz odwrotnie, kuchnia działa tu doskonale. A jednak trudno uwolnić się od wrażenia schyłkowości. Zapomnieć o lepiących się od brudu lastrykowych schodach do toalety, dziwacznym pomyśle akceptowania wyłącznie wypukłych kart płatniczych oraz opornej we współpracy obsłudze, która żyje swoim rytmem i swoimi priorytetami. Klienci do nich bynajmniej nie należą. Ja wytrzymałem, powściągając nerwy, 58 minut od zajęcia stolika do złożenia zamówienia, ale człowiek w drugim końcu ogródka już w 34 minucie zaczął się awanturować. Tak umierają restauracje. I to restauracje naprawdę dobre.

Der Elefant, pl. Bankowy 1, tel. 022 624 79 05, czynne od 12 do 24, płacić można wyłącznie klasycznymi (wypukłymi) kartami płatniczymi, www.derelefant.pl





Podziel się