kino, teatr, muzyka

Warszawa

In vino

Maciej Nowak
19.09.2008 , aktualizacja: 23.11.2010 15:33
A A A Drukuj
ul. Bracka 20
Najpierw uroczysta przysięga: do końca roku, no, powiedzmy, do końca listopada moja noga w In vino nie postanie. Nie, nie dlatego, żeby mnie odrzucało od tutejszej diety. Wręcz przeciwnie, serdecznie do niej zachęcam i szczerze będę za nią tęsknił: za sałatką z grillowanymi karczochami i krewetkami (26 zł), za kiełbaskami chorizo z grzybami (19 zł) i za świetnymi patatas bravas (15 zł), czyli pieczonymi ziemniakami w sosie pomidorowo-czosnkowym. Ale muszę przecież dać szansę innym. Gdy w ostatni poniedziałek zainstalowałem się w tej malutkiej knajpce, kuchnia przestała obsługiwać innych gości. Znalazłem się w sytuacji wyjątkowo niezręcznej, na moim łysym łbie lądowały ołowiane spojrzenia kolejnych klientów wypraszanych z lokalu lub namawianych do ograniczenia swego zamówienia do napojów. - Bo Nowak je. Je i je. Je bez końca. Nie zdziwię się, gdy w konsekwencji tych wydarzeń na mieście pojawi się nowa wersja nieśmiertelnych Tuwimowych strof: - Żuje w lokalu lokomotywa, ciężka, ogromna i pot z niej spływa, tłusta konewa

In vino przytuliło się do legendarnego klubu Między Nami na Brackiej. Oba lokale dzieli ściana, łączy zaś ta sama publiczność. Kto wie zresztą, czy w poziomie warszawkowatości In vino nie bije na głowę starszego sąsiada. Towarzysko lokal pozycjonowany jest bardzo wysoko, wśród właścicieli odnajdujemy najlepsze nazwiska stolicy, a i goście należą do sfer bankietowo-medialnych. Do tego stopnia, że kolacyjkę moją kończyć musiałem w zaprzyjaźnionym klubie Dwa na Trzy, gdyż wieczorną porą In vino zarezerwowane było już dla Bardzo Ważnych Gości. Ale nie żałuję. Pyszne lasagne z mięsem (24 zł) i nie gorsze z łososiem (24 zł) wchodziły mi ze smakiem również na wewnętrznej emigracji na wysokich stołkach Dwa na Trzy. I w bardzo miłym gronie. Zwracam jedynie uwagę, że nie wszyscy czytelnicy "Gazety Co Jest Grane" będą umieli podejść do tego typu sytuacji na luzie, traktując je jako zabawny performance. I wcale im się nie dziwię, bo w końcu restauracja w centrum miasta służyć powinna szerokiej publiczności, a nie tylko krewnym i znajomym pewnego Królika.

A Królik karmić umie dobrze, oj dobrze. Awokado faszerowane sałatką owocową (13 zł) rozszerza nasze wyobrażenia na temat smaczliwki, jak zwie się owo zielone cudo zgodnie z polską normą językową. Z cudnego, ale jednak mdławego produktu otrzymaliśmy prawdziwą rewię kwaśno-słodkich, świeżych owocowych smaków i kolorów. Przez te dwa miesiące, gdy narzucam sam sobie embargo na In vino, liczę, że zjecie też w moim imieniu tuńczyka z grilla na ziemniaczanym purée (24 zł) oraz zupełnie wyjątkowy stek wołowy (24 zł). Tutejszemu szefowi kuchni udaje się coś, co jest właściwie niedostępne dla garkotłuków z większości warszawskich restauracji: pod jego ręką zarówno tuńczyk, jak i wołowina nie tracą soczystości i nie zamieniają się w osmoloną płytę paździerzową. Nie przegapcie hiszpańskiej ziemniaczanej tortilli z filetem z kurczaka (16 zł) ani liści cykorii wypełnionym kozim serem i orzechami (23 zł). Oddzielnym wydarzeniem są pasty. Wszystkie w tej samej cenie - 15 zł, za to w 17 odmianach. Oprócz zasadniczych dodatków, takich jak szynka parmeńska, chorizo, pulpety wieprzowe, krewetki i suszone pomidory, sam makaron za każdym razem wzbogacany jest solidną porcją posiekanych ziół i warzyw. Efekt jest naprawdę olśniewający, na talerzu mamy nie pastę, ale wyrafinowaną, barokową kompozycję. No dobra, dla zdrowia psychicznego nie chcę już dalej podniecać się wizjami gastronomicznymi, które w najbliższym czasie pozostaną dla mnie zupełnie niedostępne. Królik, policzymy się w grudniu.

In vino, ul. Bracka 20, można płacić kartą, tel. 022 827 29 70



Podziel się