kino, teatr, muzyka

Warszawa

Amnesia Too

Maciej Nowak
26.09.2008 , aktualizacja: 23.11.2010 15:32
A A A Drukuj
Róg ul. Wilczej i Poznańskiej
Był piątek, tuż po zachodzie słońca, a w pustych, ogromnych i mrocznych przestrzeniach lokalu na rogu Wilczej i Poznańskiej dudniło najpierw echo, a zaraz potem jakieś brutalne dance'owe bity. Przy wejściu para budzących respekt pieszczochów o czułych pięściach i mocnych karkach, w środku - miła kelnerka informująca od progu, że wszystkie stoliki są zarezerwowane. Ponieważ stwierdzenie to kłóciło się z naszymi odczuciami, podjęliśmy negocjacje z menedżerem. Jak się okazało - owocne, bo po chwili siedzieliśmy już przy malutkim stoliku wciśniętym w róg koło toalety. Z tej strategicznej placówki obserwowaliśmy rozwój wypadków: po blisko godzinie hektary ugorujących dotąd stołów rzeczywiście zaczęły się zapełniać młodzieżą zamawiającą piwo ze słomką. Po co piwo pije się przez słomkę, nie wiem. Podobnie nie wiem, po co w ogóle pije się piwo, skoro można pić wiśniówkę. Ale my również budziliśmy zdumienie: w knajpie, która szykowała się do gorączki piątkowej nocy, zamówiliśmy solidną kolacyjkę. Taką, jaką lubimy, złożoną z kilku przystawek, wszystkich zup, paru makaronów i poważnego przeglądu dań głównych. Nasz kącik, w konfrontacji z połyskliwymi pustyniami innych stołów, przypominał scenografię do baśni braci Grimm: co kilkanaście minut, ku osłupieniu otoczenia, lewitował w naszym kierunku kolejny półmisek pełen smakołyków. I to nie jest tylko stylistyczny ornament. Jedzenie w Amnesia Too okazało się naprawdę dobre, choć jedzone w egipskich ciemnościach i pod bacznym okiem dyskotekowej publiczności.

W tej trudnej sytuacji udało mi się mimo wszystko zachować godność kulinarnego wysłannika Waszej ulubionej "Gazety Co Jest Grane". Z wyniosłością, ale i niemałą przyjemnością pochłonąłem żołądki drobiowe z grzybami i śmietaną (20 zł), uległem zgrabnej kompozycji koziego sera i selera naciowego (22 zł) oraz serowi brie zapieczonemu w chrupkim cieście filo (25 zł). Drobnym oszustwem okazało się określenie makaronu w rosole (12 zł) jako domowego, ale już sam bulion wydał się całkiem uczciwy. Przynajmniej nie umiałem znaleźć na niego żadnego paragrafu. Tak samo jak na kleisty i ciemny w smaku krem z grzybów (14 zł). Mrok panujący wokół sprawił, że miseczka z tą zupką wydawała się bramą prowadzącą do najdalszych kręgów piekieł. Zaraz potem o nasze względy powalczyły ruskie, czyli pierogi z serem i ziemniakami (24 zł) oraz świetny dorsz (35 zł) w chrupkiej panierce zwanej nie wiadomo dlaczego angielską. Zwał, jak zwał, ale smakowało wyśmienicie, tym bardziej że szef kuchni do rybki zaproponował prawdziwe domowe frytki. Czy, jak nakazują zasady sztuki gastronomicznej, smażone były dwukrotnie - nie dam głowy, ale już samo zmierzenie się z ideą frytki wykrojonej z ziemniaka, a nie wyjętej z zamrażarki, godne jest najwyższych pochwał. Zupełnie przyzwoite okazały się też pieczone żeberka (34 zł), mięso zgrabnie odchodziło od kości, a jego smak harmonijnie podbudowywała marynata z miodu i czegoś tam jeszcze. Odkąd miesiąc temu uzależniłem się od costaty w Mela Verde na Chmielnej, na wszystkie steki w Warszawie patrzę być może z nadmiernym krytycyzmem. T-bone (59 zł) z Amnesii wprawdzie costacie nie zagroził, ale do ideału brakowało mu znowu nie tak wiele. Gdyby tylko pozwolić mięsu odpocząć w lodówce jakieś 2-3 dni, gdyby nie spieszyć się z nim tak bardzo na patelnię

Koncept na Amnesię Too nie jest dla mnie do końca jasny. Z jednej strony porządna kuchnia, z drugiej - klimat studenckiej dyskoteki. Tych światów raczej nie da się ze sobą połączyć. Inna sprawa, że problem ten nie zajmował mnie szczególnie długo. Z Amnesii zrobiła się niebawem amnestia, jak chce tego co chwilę automatyczny spellchecking mojego Worda. Dziennikarskie obowiązki zostały spełnione, a ja amnestionowany mogłem już odfrunąć w ulubione rewiry wiśniówkowej amnezji.

Amnesia Too, ul. Wilcza 50/52, tel. 022 623 02 22, można płacić kartą, czynne od poniedziałku do czwartku od godz. 12 do 1, w piątki od godz. 12 do ostatniego gościa, w soboty od godz. 17 do ostatniego gościa



Podziel się