Arsenał
03.10.2008
, aktualizacja: 23.11.2010 15:31
Przy ul. Długiej 52
Nikt nie próbował przywabić mnie do swojej restauracji bardziej konsekwentnie niż menedżerka Aresnału. Dzwoniła przy okazji wprowadzania karty wiosennej, potem - karty jesiennej, zwodziła nowymi śniadaniami i otwarciem ogródka. A ja nic. Sam sobie nożem, talerzem, widelcem. Niczym duch święty gastronomiczny latam, kędy lubię, a wyjątkowo nie znoszę, gdy próbuje się mnie dokądkolwiek przywołać. Aż w końcu w ostatni wtorek zdecydowałem się na nową akcję pod Arsenałem: w środku dnia przeprowadziłem nagły nalot dywanowy, podczas którego wysokim tonem rozśpiewały się szyby w oknach, zadygotały solidne stoliki, a znajdujące się na nich naczynia złowróżbnie zadzwoniły, uderzając o siebie. A że towarzyszący mi akurat tego popołudnia A. należy do grona nieustająco głodnych młodzieńców aspirujących, nie daliśmy wielu forów kuchni. W ciągu dwóch godzin zjedliśmy trzy czwarte tutejszej karty: od przystawek, przez zupy, makarony, pizzę, ryby po polędwicę wołową. Wydawało się, że z miejscowych kucharzy pozostanie krwawa miazga, a ranione odłamkami kelnerki będą ewakuowane przez Międzynarodowy Czerwony Krzyż. Tymczasem żadne takie, z jesiennego blitzkriegu stołeczny Aresnał wyszedł obronną ręką. Starożytne warszawskie mury po raz kolejny dały odpór rozwścieczonym najeźdźcom.
Właściwie poza talerzem z gorzkawymi i źle przyprawionymi kurkami duszonymi w śmietanie (37 zł) wszystkie inne naczynia wróciły na zmywak skrupulatnie wyjedzone, a w kilku przypadkach - wręcz wylizane do błysku. Tak stało się z miseczką olśniewającej zupy soczewicowej (18 zł), przyrządzonej w formie jedwabistego, jasnobrązowego kremu z mocnym posmakiem bekonu. Nie mniej zachwyciła nas zupa grzybowa (19 zł), w której cała ławica grzybków i warzyw poświadczała uczciwe talenta kulinarne miejscowego szefa. Niemal czysty odjechał na zaplecze również półmisek po caramelle (29 zł), czyli pierożkach uformowanych na wzór tradycyjnych cukierków opakowanych w papierki. Ich zawartość stanowił pyszny farsz z grzybów i ricotty i jadło się tę kompozycję z rozkoszą najwyższą. Spróbowaliśmy też idealnie ugotowanych rigattoni w sosie ze szpeku (31 zł) z gorgonzolą i najwyraźniej lubianą w Arsenale ricottą. Kontrapunkt mięsistych rigattoni i włoskiego boczku z delikatniejszym walorem serów pozostanie na długo w mej pamięci. Tak samo jak bogate, barokowe wręcz risotto z owocami morza (39 zł), świadczące o hojności tutejszych receptur. Jeżeli okazałoby się, że szczodrość owa dotyczy wyłącznie krytyków kulinarnych proszę donieść mi o tym bezzwłocznie. I zupełnie śmiało domagać się, by morskich robaków było na waszym talerzu tyle, co na moim, tzn. pół na pół z ryżem.
Karta Aresnału jest skromna, jeśli chodzi o mięso. Polędwiczek wieprzowych, jak wiadomo, kijem nawet nie ruszę, kotleciki z nowozelandzkiej jagnięcy traktuję z należną im pogardą, jedynie polędwica wołowa wydała mi się możliwa do włożenia do buzi. Zrobiłem to, nie bolało, ale żeby sprawiło jakąś przesadną rozkosz nie będę się oszukiwać. Dużo lepsze wrażenia pozostawiły po sobie rybki. Sandacz w świetnym sosie z duszonych porów (63 zł), podany na idealnym puree ziemniaczanym oraz dorada (57 zł). Tej ostatniej należy się dłuższy opis, bo obok pieczonej na soli w Papayi przy Foksal to chyba najlepiej przyrządzona dorada w mieście. Podają ją w całości, opakowaną w pergamin, w którym się piekła. Po rozwiązaniu smakowicie pachnącej kaletki ukazuje się widok rozczulający każdego: zgrabna rybka z apetycznie rozpadającą się skórką, spoczywająca na puszystym posłaniu z warzyw rozmaitych i boczku. Mniam. Mniam. Mniam. Inaczej tego wyrazić nie potrafię. I jeszcze raz mniam.
Nasza ofensywa na Arsenał okazała się satysfakcjonująca, ale też - nie da się ukryć - wyczerpująca. Nie mieliśmy już sił na desery, ale wtedy nadeszła przebiegła menedżera: - Marylka się niepokoi. Marylka? Jaka Marylka? - Marylka to nasza cukierniczka i niepokoi się o tiramisu (25 zł). Mam słabość do Marylek i nie chcę, by Marylki cierpiały, dlatego ostatkiem sił poprosiłem również o tiramisu. Było bezbłędne.
Aresnał, ul. Długa 52, tel. 022 635 83 77, www.restauracjaarsenal.pl, można płacić kartą

Właściwie poza talerzem z gorzkawymi i źle przyprawionymi kurkami duszonymi w śmietanie (37 zł) wszystkie inne naczynia wróciły na zmywak skrupulatnie wyjedzone, a w kilku przypadkach - wręcz wylizane do błysku. Tak stało się z miseczką olśniewającej zupy soczewicowej (18 zł), przyrządzonej w formie jedwabistego, jasnobrązowego kremu z mocnym posmakiem bekonu. Nie mniej zachwyciła nas zupa grzybowa (19 zł), w której cała ławica grzybków i warzyw poświadczała uczciwe talenta kulinarne miejscowego szefa. Niemal czysty odjechał na zaplecze również półmisek po caramelle (29 zł), czyli pierożkach uformowanych na wzór tradycyjnych cukierków opakowanych w papierki. Ich zawartość stanowił pyszny farsz z grzybów i ricotty i jadło się tę kompozycję z rozkoszą najwyższą. Spróbowaliśmy też idealnie ugotowanych rigattoni w sosie ze szpeku (31 zł) z gorgonzolą i najwyraźniej lubianą w Arsenale ricottą. Kontrapunkt mięsistych rigattoni i włoskiego boczku z delikatniejszym walorem serów pozostanie na długo w mej pamięci. Tak samo jak bogate, barokowe wręcz risotto z owocami morza (39 zł), świadczące o hojności tutejszych receptur. Jeżeli okazałoby się, że szczodrość owa dotyczy wyłącznie krytyków kulinarnych proszę donieść mi o tym bezzwłocznie. I zupełnie śmiało domagać się, by morskich robaków było na waszym talerzu tyle, co na moim, tzn. pół na pół z ryżem.
Karta Aresnału jest skromna, jeśli chodzi o mięso. Polędwiczek wieprzowych, jak wiadomo, kijem nawet nie ruszę, kotleciki z nowozelandzkiej jagnięcy traktuję z należną im pogardą, jedynie polędwica wołowa wydała mi się możliwa do włożenia do buzi. Zrobiłem to, nie bolało, ale żeby sprawiło jakąś przesadną rozkosz nie będę się oszukiwać. Dużo lepsze wrażenia pozostawiły po sobie rybki. Sandacz w świetnym sosie z duszonych porów (63 zł), podany na idealnym puree ziemniaczanym oraz dorada (57 zł). Tej ostatniej należy się dłuższy opis, bo obok pieczonej na soli w Papayi przy Foksal to chyba najlepiej przyrządzona dorada w mieście. Podają ją w całości, opakowaną w pergamin, w którym się piekła. Po rozwiązaniu smakowicie pachnącej kaletki ukazuje się widok rozczulający każdego: zgrabna rybka z apetycznie rozpadającą się skórką, spoczywająca na puszystym posłaniu z warzyw rozmaitych i boczku. Mniam. Mniam. Mniam. Inaczej tego wyrazić nie potrafię. I jeszcze raz mniam.
Nasza ofensywa na Arsenał okazała się satysfakcjonująca, ale też - nie da się ukryć - wyczerpująca. Nie mieliśmy już sił na desery, ale wtedy nadeszła przebiegła menedżera: - Marylka się niepokoi. Marylka? Jaka Marylka? - Marylka to nasza cukierniczka i niepokoi się o tiramisu (25 zł). Mam słabość do Marylek i nie chcę, by Marylki cierpiały, dlatego ostatkiem sił poprosiłem również o tiramisu. Było bezbłędne.
Aresnał, ul. Długa 52, tel. 022 635 83 77, www.restauracjaarsenal.pl, można płacić kartą



