kino, teatr, muzyka

Warszawa

Bzik Kulinarny

Maciej Nowak
17.10.2008 , aktualizacja: 23.11.2010 15:31
A A A Drukuj
Ursynów, ul. Migdałowa 10
Sielsko robi się na Natolinie w ciepłe wieczory, które przyniósł tegoroczny październik. Wypasione apartamentowce z ostatnich dwóch dekad przysłoniły skromne blokowiska PRL-u, dając wrażenie dostatku i powszechnego zadowolenia. Bujne już podwórkowe skwery mienią się wszystkimi barwami jesieni, która jest pięknym tłem dla nowoczesnych samochodów, prywatnych klinik stomatologicznych, sklepów z wyrafinowanymi winami i drogimi kosmetykami. Zwykłe życie jak w Madrycie lub na planie polskiego sitcomu. Ten wątek kontynuowałbym z największą lubością, niemniej boję się kompromitacji. Bo z 67 będących obecnie w produkcji rodzimych seriali i sitcomów kojarzę jedynie kilka. I to wyłącznie z tytułów. W każdym razie z pojedynczych scen, które czasami migną mi w telewizorze, wiem, że tak właśnie żyć powinien Polak usatysfakcjonowany rodzinnie i zawodowo. Pośród pięknych okoliczności natury, w otoczeniu luksusowych dóbr materialnych i z porcelanowym aparatem ortodontycznym na zębach.

Wszystkie te cechy spełniają goście Bzika Kulinarnego, malutkiej rodzinnej knajpki na Migdałowej 10, nieopodal metra Natolin. Moje wtargnięcie tu w ostatni wtorek miało wszelkie cechy nieprzyjacielskiej agresji, bowiem zwykle stołują się tu sąsiedzi z najbliższej okolicy. Właściciele znają wszystkich klientów, pamiętają o ich gustach, przyjaźnie zagadują o zdrowie i sprawy zawodowe. Pan X przeszedł właśnie ciężkie zatrucie pokarmowe, więc dostanie kleik ryżowy i gotowanego fileta z indyka. Spoza karty. Pani Y ma migrenę, na którą jak zwykle pomóc może wyłącznie delikatny biały barszcz - zupa biała (11 zł). Kurację dopełni Wspomnienie z Kalabrii (25 zł), czyli polędwiczki wieprzowe z konfiturą z czerwonej cebuli i żurawiną. Tak, ta potrawa wzbudza w pani Y czułą nostalgię za ostatnimi wakacjami w Italii. Przy okazji omawia z szefową Bzika Kulinarnego kwestię adopcji bezdomnych psów. Bo pani Y z ogromną empatią odnosi się do cierpień naszych braci mniejszych. Pani Z po intensywnym dniu w biurze wpada na chwilę wytchnienia. Ależ nie, zbytni luz to jednak nie dla niej, w końcu może spotkać znajomych: świetnie skomponowana kreacja z dużą ilością srebra, nienaganna fryzura osadzona na głowie o alabastrowej cerze i pomnikowej szyi. Właścicielka wita się pełnym zrozumienia uśmiechem i już za chwilę przed panią Z stają fileciki drobiowe (23 zł) w muślinowym, słodkim sosie z rozmarynem i przypalonymi orzeszkami piniowymi. Pani Z jest w siódmym niebie.

Podobnie zresztą jak my z A śledzący pilnie tę naturalistyczną operę mydlaną z życia natolińskich sfer. I objadający się ze smakiem ekscentryczną bzikową kuchnią. Nie znajdziecie tu żadnych klasyków gastronomii. Całe menu składa się z fantazji wyzwolonej pani domu na temat produktów z okolicznego supermarketu, uchodzących za zdrowe i modne. Zakwaszana zupa ze szpinaku zwana żabianką (9 zł), gęsty barszcz z fasolą i burakami (11 zł), zawiesista szwajcarska zupa serowa zapieczona z grzankami pod chrupką warstwą parmezanu (11 zł), smażone i panierowane plastry cukinii (16 zł), zapiekanka z bakłażanów i mozzarelli (19 zł), sola troskliwie opatulona kołderką ze szpinaku i gorgonzoli (27 zł), kruche bitki cielęce z grilla (23 zł) lub w słodkim, miodowym sosie (25 zł). Te ostatnie podawane są z kluskami kładzionymi przezywanymi szurpatymi, co jednoznacznie zdradza ich małopolskie pochodzenie. Gastronomicznej niefrasobliwości tego miejsca trudno się nie poddać. Do tego stopnia, że niepomny na wszystkie chojrackie pokrzykiwania z poprzednich felietonów zamówiłem nawet znienawidzoną pangę ukrytą pod zaspą ze śmietany i chrzanu (25 zł). I zjadłem ją z wielką radością. Czy ja tu przypadkiem doszczętnie nie zbzikowałem?

Bzik Kulinarny, ul. Migdałowa 10, metro Natolin, tel. 022 649 98 68, czynne codziennie od 12 do 23, można płacić kartą





Podziel się