kino, teatr, muzyka

Warszawa

Instytut Restaurant & Café

Maciej Nowak
31.10.2008 , aktualizacja: 23.11.2010 15:29
A A A Drukuj
ul. Świętojerska 5/7
Mniam, mniam, mniam. Siedzisz sobie na Świętojerskiej i mlaskasz. Mlaskasz i jesz. Jesz i rozglądasz się wokół. Oto jesteśmy w restauracji Instytutu Wzornictwa Przemysłowego. Smacznie. I na talerzu. I wokół. Mniam. Przekąszasz warzywami z grilla (14 zł), posypanymi sezamem i podkręconymi dobrą oliwą, ścigasz się, kto pierwszy upoluje pieczone ząbki czosnku. Drugim okiem filujesz na zgrabną linię kubka Kaszub z podgdańskiej Lubiany. Mniam, mniam, mniam. Zwarty, mocny, zbudowany z dwóch nałożonych na siebie walców, z których wyższy - o większej średnicy - gwarantuje dobrą chwytność i funkcjonalne przechowywanie. Pozbawiony drobnomieszczańskiego i łatwo tłukącego się uszka był ulubionym naczyniem barów mlecznych. Dziś jest obiektem kultowym. W sali wystawowej Instytutu Wzornictwa Przemysłowego pozwala się oglądać, a w restauracyjnym sklepiku daje się nawet kupić. Trzy gałki puszystego pasztetu z drobiu (15 zł) ze słuszną porcją konfitury z cebuli konkurują smakiem z sukiennym dywanem Circles, nawiązującym do monochromatycznych, papierowych wycinanek z Kujaw. Mniam, mniam, mniam. Na talerzu w otoczeniu smażonych winogron i pokrojonej w kostkę galaretki z porzeczek kokosi się wygodnie foie gras (42 zł), a wzrok ucieka ku siatce na zakupy w stylu peerelowskiego vintage'u, wyciętej z jednego kawałka tworzywa. O ileż piękniejszej i mądrzejszej od jednorazowych reklamówek. Mniam.

Zachwycam się pomysłem na restaurację w siedzibie Instytutu Wzornictwa Przemysłowego, bo nie ma bardziej dobranej pary niż gastronomia i design. I ona, i on funkcjonują na marginesach kultury artystycznej, a jednak nie ma bez nich europejskiej nowoczesności. Oboje przepadają za sobą. Włochy, ojczyzna bezsprzecznie najpopularniejszej dziś kuchni świata, szczycą się też najwspanialszymi osiągnięciami w zakresie wzornictwa. Mniam, mniam, mniam. Skandynawski design od kilkudziesięciu lat cieszący się respektem na całym świecie, w ostatniej dekadzie pociągnął za sobą także skandynawską gastronomię. Na polskim gruncie ten związek przeżywa ciągle jeszcze trudne chwile. Bywają projekty i dania olśniewające, ale zdarza się też nierzadko, że osacza nas nijakość. I to już jest mniej mniam. Czuć to także na Świętojerskiej. Za absolutne arcydzieło uważam odtłuszczony, esencjonalny bulion wołowo-drobiowy (12 zł) z mieszkiem wypełnionym nadzieniem z warzyw i mięsa. Ale już po samym wnętrzu restauracji, działającej w pepinierze polskiej sztuki projektowej, oczekiwać można dużo więcej.

Nie jest źle, ascetycznie, biało z kolorową ledową poświatą, dobrymi lampami i świetną ceramiką. Lecz apetyt domaga się więcej. Czy wystrój tego lokalu nie mógłby być równie niezwykły jak gotowany na parze filet z halibuta, podany ze słodkim groszkiem, dzikim ryżem i pachnącym do upojenia cytrynowym sosem? Lub krem z raków wyniesiony na niebiańskie wyżyny przez jej wysokość kroplę brandy (14 zł)? Nie miałbym też nic przeciwko, gdyby inspiracją dla projektanta stała się ziemniaczana legumina z pomidorami, boczkiem i kwaśną śmietaną (12 zł), albo ćwiartka świeżego ananasa z miodem i lodami ananasowymi (15 zł). Mniam, mniam, mniam. A gdyby zmysłów i talentów designerów nie umiało pobudzić już nic innego, to wtedy podsunąłbym im pod nos lampkę muszkatu Torres Oro o aromacie miodu, brzoskwiń i słońca. To musi podziałać na każdego. Zdecydowane mniam.

Instytut Restaurant & Café, ul. Świętojerska 5/7, można płacić kartą, swobodny dostęp dla osób na wózkach, tel. 022 860 02 02, czynne od 12 do 22, www.instytut.waw.pl



Podziel się