Biały Domek
02.01.2009
, aktualizacja: 23.11.2010 15:25
ul. Św. Andrzeja Boboli 11
Utwierdziłem się w tym po raz kolejny. Święta Bożego Narodzenia istnieją tylko po to, by wytrącać nas z naturalnego porządku rzeczy. Niemożliwe okazują się czynności, wydawałoby się, najbardziej oczywiste: zamówienie taksówki (bo kierowcy chcą świętować), zjedzenie kolacji w knajpie (bo kelnerzy też chcą świętować), kupienie świeżego chleba (bo piekarze chcą tego samego, co złotówy i personel restauracji). Kłopoty pojawiają się nawet z naszym bogactwem narodowym, czyli produktami przemysłu gorzelniczego. Jeśli nie zadbałeś o nie odpowiednio wcześniej, to świętuj sobie przy cienkiej herbatce i nic nie uchroni cię od wysłuchiwania mądrości życiowych szwagra i wujka. Po kilku dniach podobnych zakłóceń z radością rzuciłem się do roboty i odbyłem w państwa imieniu obiadek w Białym Domku, restauracyjce u zbiegu Rakowieckiej i Boboli.
Jeszcze niecałe dziesięć lat temu w tym miejscu znajdował się podupadający folwark Miejskiego Przedsiębiorstwa Robót Ogrodniczych. Na jego terenie pod koniec lat 90. w starej, zapuszczonej szklarni działał nawet klub muzyczny, w którym po raz pierwszy słuchałem solowego koncertu Kayah. Dzisiaj wznosi się tu osiedle wypasionych apartamentowców Biały Kamień. Pamiątek pozostało niewiele - smętna jabłoń oblepiona przez nikogo niezbieranymi żołto-zielonymi owocami oraz nostalgiczne budyneczki w dworkowym stylu. W jednym z nich - na osi Rakowieckiej - od kilku miesięcy działa właśnie restauracja niczym ze starej piosenki Mieczysława Fogga: "Mały biały domek w mej pamięci tkwi / Mały biały domek wciąż mi się śni / Mały biały domek budzi w sercu żal/ Za tym, co minęło i odeszło w dal".
Wnętrza urządzono w stylu saloniku z okresu międzywojennego - na podłodze proste brązowe deski, na nich nakryte obrusami owalne stoły, tapicerowane krzesła o wygiętych nóżkach i ciocina kanapa. Z głośników płyną piosenki z epoki przedbigbeatowej, a w menu potrawy zupełnie jak na niedzielnym obiedzie u babci Lodzi, przedwojennej warszawskiej elegantki sportretowanej przez ulicznego fotografa w Alejach Jerozolimskich gdzieś pod koniec lat 30. Na przystawkę pasztet z piklami (18 zł) i delikatne nóżki w galarecie (16 zł) z odrobiną octu. Jak kto lubi, może też zamówić śledzia z grzybami i kilkoma kroplami sosu malinowego (20 zł), ale to już jest śledź od współczesnej teściowej - prosto z plastikowej tacki w supermarkecie. Do każdej z przystawek podają dwie kromki cebulowego chleba własnego wypieku. Pycha. Alternatywą wobec zimnych entrees mogą być też podsmażane, pękate pierożki. Szczególnie smaczne wydały mi się ciemnozielone, wypełnione szpinakiem i czosnkiem (24 zł) oraz intensywne w smaku mięsne (22 zł).
Wrażenie robią zupy. Biały barszcz (12 zł) był gęsty od kawałków kiełbasy, ziemniaków, jajek pokrojonych w ósemki. A także oryginalnie dosmaczony pieczoną cebulą. Skutecznie konkuruje z nim aromatyczny rosół z makaronem oraz malutkimi mięsnymi pulpecikami (12 zł). Chwilę później wpływają na stół kolejne smakowite i umiarkowanie dietetyczne specjały babci Lodzi. Klasyczne gołąbki (25 zł) z puszystym farszem mięsnym i kwaskowatym sosem z pomidorów. Rozchodząca się pod wpływem uderzenia widelcem klawiatura pieczonych żeberek (39 zł) oraz równie uległa pieczona golonka (39 zł) ze złocistą i kruchą skórką. Świetne wołowe zrazy zawijane (42 zł) z kaszą gryczaną oraz usmażony jak należy na patelni pełnej gorącego tłuszczu płat halibuta (35 zł) z odrobiną ładnie pachnącego sosu cytrynowego. Kotleciki cielęce z rusztu z duszonym szpinakiem (49 zł) to z kolei propozycja dla bardziej awangardowych kuzynek: dobre, ale dlaczego tak mało cholesterolu?
Nucąc za Foggiem: ,,W domku tym przeżyłem szczęścia tyle i cudownych dni / Gdy wspominam te rozkoszne chwile, serce moje drży'' - pomyślałem, że piosenka nie do końca oddaje jednak stan mego ducha po obiadku w Białym Domku. U babci Lodzi nie mógłby się zdarzyć niejadalny sernik (18 zł) i cukierniany tort bezowy (20 zł). To byłoby poniżej jej honoru. Na szafie w dużym pokoju zawsze stała blacha świeżej drożdżówki z kruszonką.
Biały Domek, ul. Św. Andrzeja Boboli 11, 022 646 02 10, 691 170 139, można płacić kartą, dostępne dla niepełnosprawnych

Jeszcze niecałe dziesięć lat temu w tym miejscu znajdował się podupadający folwark Miejskiego Przedsiębiorstwa Robót Ogrodniczych. Na jego terenie pod koniec lat 90. w starej, zapuszczonej szklarni działał nawet klub muzyczny, w którym po raz pierwszy słuchałem solowego koncertu Kayah. Dzisiaj wznosi się tu osiedle wypasionych apartamentowców Biały Kamień. Pamiątek pozostało niewiele - smętna jabłoń oblepiona przez nikogo niezbieranymi żołto-zielonymi owocami oraz nostalgiczne budyneczki w dworkowym stylu. W jednym z nich - na osi Rakowieckiej - od kilku miesięcy działa właśnie restauracja niczym ze starej piosenki Mieczysława Fogga: "Mały biały domek w mej pamięci tkwi / Mały biały domek wciąż mi się śni / Mały biały domek budzi w sercu żal/ Za tym, co minęło i odeszło w dal".
Wnętrza urządzono w stylu saloniku z okresu międzywojennego - na podłodze proste brązowe deski, na nich nakryte obrusami owalne stoły, tapicerowane krzesła o wygiętych nóżkach i ciocina kanapa. Z głośników płyną piosenki z epoki przedbigbeatowej, a w menu potrawy zupełnie jak na niedzielnym obiedzie u babci Lodzi, przedwojennej warszawskiej elegantki sportretowanej przez ulicznego fotografa w Alejach Jerozolimskich gdzieś pod koniec lat 30. Na przystawkę pasztet z piklami (18 zł) i delikatne nóżki w galarecie (16 zł) z odrobiną octu. Jak kto lubi, może też zamówić śledzia z grzybami i kilkoma kroplami sosu malinowego (20 zł), ale to już jest śledź od współczesnej teściowej - prosto z plastikowej tacki w supermarkecie. Do każdej z przystawek podają dwie kromki cebulowego chleba własnego wypieku. Pycha. Alternatywą wobec zimnych entrees mogą być też podsmażane, pękate pierożki. Szczególnie smaczne wydały mi się ciemnozielone, wypełnione szpinakiem i czosnkiem (24 zł) oraz intensywne w smaku mięsne (22 zł).
Wrażenie robią zupy. Biały barszcz (12 zł) był gęsty od kawałków kiełbasy, ziemniaków, jajek pokrojonych w ósemki. A także oryginalnie dosmaczony pieczoną cebulą. Skutecznie konkuruje z nim aromatyczny rosół z makaronem oraz malutkimi mięsnymi pulpecikami (12 zł). Chwilę później wpływają na stół kolejne smakowite i umiarkowanie dietetyczne specjały babci Lodzi. Klasyczne gołąbki (25 zł) z puszystym farszem mięsnym i kwaskowatym sosem z pomidorów. Rozchodząca się pod wpływem uderzenia widelcem klawiatura pieczonych żeberek (39 zł) oraz równie uległa pieczona golonka (39 zł) ze złocistą i kruchą skórką. Świetne wołowe zrazy zawijane (42 zł) z kaszą gryczaną oraz usmażony jak należy na patelni pełnej gorącego tłuszczu płat halibuta (35 zł) z odrobiną ładnie pachnącego sosu cytrynowego. Kotleciki cielęce z rusztu z duszonym szpinakiem (49 zł) to z kolei propozycja dla bardziej awangardowych kuzynek: dobre, ale dlaczego tak mało cholesterolu?
Nucąc za Foggiem: ,,W domku tym przeżyłem szczęścia tyle i cudownych dni / Gdy wspominam te rozkoszne chwile, serce moje drży'' - pomyślałem, że piosenka nie do końca oddaje jednak stan mego ducha po obiadku w Białym Domku. U babci Lodzi nie mógłby się zdarzyć niejadalny sernik (18 zł) i cukierniany tort bezowy (20 zł). To byłoby poniżej jej honoru. Na szafie w dużym pokoju zawsze stała blacha świeżej drożdżówki z kruszonką.
Biały Domek, ul. Św. Andrzeja Boboli 11, 022 646 02 10, 691 170 139, można płacić kartą, dostępne dla niepełnosprawnych



