Sapaya
30.04.2009
, aktualizacja: 23.11.2010 15:04
ul. Jana Pawła II 52/54, róg Nowolipek
Już miałem sobie pójść. Bo jak to? Eleganckiej publiczności czytającej "Gazetę Co Jest Grane" mam opowiadać o wietnamskim samoobsługowym barze w pawilonach na Jana Pawła II? Już raz za podobny numer obraziła się na mnie M. Uznała, że moje pochwały prościutkiej, greckiej restauracji są poniżej krytyki, upokarzają zawodowców i świadczą o kompletnym braku kryteriów. Identyczne w tonie opinie zebrał na anonimowym badaniu focusowym przed rokiem zwiastun programu telewizyjnego, w którym zachęcałem do wizyt na uliczce barków wietnamskich na niegdysiejszym Stadionie Dziesięciolecia. Nasza publiczność aspiruje. I nie życzy sobie prostackich skojarzeń. Dlatego już-już zamierzałem czmychnąć, gdy lekko opuściła się szyba w oknie stojącego nieopodal samochodu. Z ciemnego wnętrza dobiegły słowa wypowiadane wysokim, jękliwym tonem: - Pan redaktor? Lubieee czytać! Radzeee pisać o tym lokalu, radzeee jeść kurczak w trawie, naprawdeee radzeeee. Złowrogo przeciągnięta końcówka urwała się nagle. To przyciemniane okno samochodu bezszelestnie zamknęło dostęp do mego rozmówcy. Niby nic się nie stało, nawet nie byłem pewien, czy rzeczywiście słyszałem jakikolwiek głos, ale lepiej było nie ryzykować. Obróciłem się na pięcie, wszedłem do jasnej sali wypełnionej jasnymi meblami i poprosiłem o kurczaka trawiastego. Barmanka uśmiechnęła się tak jakoś blado i dziwnie rozciągnęła końcówkę: - Tylko tyleee?
Sapaya to jeden z trzech lokali malutkiej warszawskiej sieci specjalizującej się w kuchni Indochin. Nowocześnie zaaranżowane barki i restauracje z azjatyckimi specjałami są fenomenem ostatnich lat, zgodnym zresztą z tendencjami, które obserwować można w wielkich europejskich metropoliach. Zgrabnie zastąpiły wietnamskie budki, królujące na naszych ulicach w poprzedniej dekadzie. Ich obecne wcielenia są estetyczne, czyste i być może dlatego też łatwiej można zrozumieć specyfikę wietnamskiego gotowania, o którego ostatecznym wyrazie decydują świeże zioła, chrupkie warzywa i żywe kolory. I sympatyczni uśmiechnięci kucharze, którzy z zainteresowaniem przyglądają się klientom. Szczególnie takim, którzy, jak ja, zamawiają kilkanaście dań.
W Sapai nie wszystkie potrawy wydają mi się olśniewające, niektórymi rządzi głównie glutaminian sodu i banalne zestawienia niby-orientalnych produktów. Ale już klasyczna zupa pho (12 zł), czyli naprawdę duża miska bulionu z makaronem, kawałkami mięsa oraz zielonymi gałązkami dymki i szczypiorku, potrafi uwieść. Gdyby jeszcze znalazło się w niej więcej świeżej kolendry, a na stole pojawiła się butelka sosu rybnego - moglibyśmy się poczuć jak w Hanoi. Podobne skojarzenia budzi trawiasty kurczak (15 zł) polecany przez tajemniczego pasażera samochodu stojącego nieopodal. W przeciwieństwie do pozostałych potraw z woka ta akurat nie pławi się w glutaminianowej zawiesinie. Kawałki drobiu zasmażono na krótko z warzywami, zielonymi pędami trawy cytrynowej, jakimś słodkawo-ostrym sosem oraz cząstkami cytryny. Nie próbujcie przypadkiem polskim zwyczajem zostawiać na talerzu cytrusowej skórki. Gdy pogryziecie ją wraz z pozostałymi ingrediencjami, pojawi się egzotyczny, intensywny smak, który na długo opanuje wasze zmysły. W tutejszej karcie godne uwagi są też duże kawałki białej ryby (14 zł) w chrupiącej, ziarnistej panierce. Ryba to oczywiście panga, której w innych okolicznościach nie biorę do ust, ale spod ręki wietnamskiego kucharza wydaje się jak najbardziej na miejscu. Do Sapaya wrócę też chętnie po sajgonki (6 zł), które w przeciwieństwie do wszystkich innych znanych mi z miasta są przyzwoicie, bez ściemy i na bogato, wypełnione smakowitym mięskiem.
Kolację skończyłem późnym wieczorem. Gdy przy krawężniku czekałem na taksówkę, w ciemności rozległ się znany jękliwy głos: - Było dobreeee? - Bardzo dobre! - postanowiłem nie ujawniać wszystkich niuansów mej recenzji. Co rychlej wsiadłem do taryfy. Ale jeszcze zanim trzasnąłem drzwiami, usłyszałem: - To dobrzeee.
Sapaya, ul. Jana Pawła II 52/54 (róg Nowolipek), można płacić kartą, tel. 022 635 01 83, dostępne dla klientów niepełnosprawnych, www.sapaya.pl

Sapaya to jeden z trzech lokali malutkiej warszawskiej sieci specjalizującej się w kuchni Indochin. Nowocześnie zaaranżowane barki i restauracje z azjatyckimi specjałami są fenomenem ostatnich lat, zgodnym zresztą z tendencjami, które obserwować można w wielkich europejskich metropoliach. Zgrabnie zastąpiły wietnamskie budki, królujące na naszych ulicach w poprzedniej dekadzie. Ich obecne wcielenia są estetyczne, czyste i być może dlatego też łatwiej można zrozumieć specyfikę wietnamskiego gotowania, o którego ostatecznym wyrazie decydują świeże zioła, chrupkie warzywa i żywe kolory. I sympatyczni uśmiechnięci kucharze, którzy z zainteresowaniem przyglądają się klientom. Szczególnie takim, którzy, jak ja, zamawiają kilkanaście dań.
W Sapai nie wszystkie potrawy wydają mi się olśniewające, niektórymi rządzi głównie glutaminian sodu i banalne zestawienia niby-orientalnych produktów. Ale już klasyczna zupa pho (12 zł), czyli naprawdę duża miska bulionu z makaronem, kawałkami mięsa oraz zielonymi gałązkami dymki i szczypiorku, potrafi uwieść. Gdyby jeszcze znalazło się w niej więcej świeżej kolendry, a na stole pojawiła się butelka sosu rybnego - moglibyśmy się poczuć jak w Hanoi. Podobne skojarzenia budzi trawiasty kurczak (15 zł) polecany przez tajemniczego pasażera samochodu stojącego nieopodal. W przeciwieństwie do pozostałych potraw z woka ta akurat nie pławi się w glutaminianowej zawiesinie. Kawałki drobiu zasmażono na krótko z warzywami, zielonymi pędami trawy cytrynowej, jakimś słodkawo-ostrym sosem oraz cząstkami cytryny. Nie próbujcie przypadkiem polskim zwyczajem zostawiać na talerzu cytrusowej skórki. Gdy pogryziecie ją wraz z pozostałymi ingrediencjami, pojawi się egzotyczny, intensywny smak, który na długo opanuje wasze zmysły. W tutejszej karcie godne uwagi są też duże kawałki białej ryby (14 zł) w chrupiącej, ziarnistej panierce. Ryba to oczywiście panga, której w innych okolicznościach nie biorę do ust, ale spod ręki wietnamskiego kucharza wydaje się jak najbardziej na miejscu. Do Sapaya wrócę też chętnie po sajgonki (6 zł), które w przeciwieństwie do wszystkich innych znanych mi z miasta są przyzwoicie, bez ściemy i na bogato, wypełnione smakowitym mięskiem.
Kolację skończyłem późnym wieczorem. Gdy przy krawężniku czekałem na taksówkę, w ciemności rozległ się znany jękliwy głos: - Było dobreeee? - Bardzo dobre! - postanowiłem nie ujawniać wszystkich niuansów mej recenzji. Co rychlej wsiadłem do taryfy. Ale jeszcze zanim trzasnąłem drzwiami, usłyszałem: - To dobrzeee.
Sapaya, ul. Jana Pawła II 52/54 (róg Nowolipek), można płacić kartą, tel. 022 635 01 83, dostępne dla klientów niepełnosprawnych, www.sapaya.pl



