Du-Za Mi-Ha
21.05.2010
, aktualizacja: 23.11.2010 14:23
Śródmiescie, ul. Widok 16
ZOBACZ TAKŻE
- Szaszłyk gruziński (11-06-10, 05:00)
Du-Za Mi-Ha to wielki, szczęśliwy zbieg okoliczności. Tylko w ten sposób można wytłumaczyć fakt, że Wietnamczycy pragnący otworzyć bar z rodzimą kuchnią wynajęli lokal, w którym do niedawna sprzedawano sushi. Wietnamskie jedzenie w połączeniu z estetyką Kraju Kwitnącej Wiśni dało w efekcie jakość, której Warszawa dotąd nie znała, a która jest wcieleniem tego, co w Niemczech czy Francji zwane jest Nową Azjatycką Falą w gastronomii.
Bary z jedzeniem z Indochin mają u nas od lat swoją specyficzną, nieco tandetną estetykę, będącą północnoeuropejskim wcieleniem tamtejszej ulicznej gastronomii. Mieszczą się najczęściej w budkach, kioskach, przypadkowo zaadaptowanych wnętrzach, zaparowane, pozbawione wentylacji, udekorowane kilkoma rachitycznymi lampionami, czasami z malutkim ołtarzem buddyjskim ulokowanym gdzieś w rogu. Z kolei stołeczni miłośnicy sushi pałaszują ulubione nigiri i maki w ascetycznych, luksusowych lokalach, w których króluje śnieżna biel, kontrapunktowana detalami w czerni lub kolorze egzotycznego drewna. U Wietnamczyków rzadko gdzie znajdziecie toaletę lub klimatyzację, u Japończyków - tego typu udogodnienia są obowiązkowe. I oto na Widok 16 zdarzył się cud: demokratyczne potrawy z południowoazjatyckich bud wkroczyły na salony. I proszę nie mówić, że to sprawa drugorzędna. Spróbujcie wypić jedną pięćdziesiątkę wódki z aluminiowego kubka, a drugą z dobrze zmrożonego, grubo rżniętego kryształowego kieliszka. Jest różnica? Niby tu i tam ta sama wódka, a jednak smak diametralnie inny. I to właśnie stało się też pod szyldem Du-Za Mi-Ha: wietnamskie makarony nabrały szlachetności i wyrafinowania. Tym chyba należy przede wszystkim tłumaczyć fakt, że w ciągu zaledwie kilku dni od otwarcia lokal pęka w szwach, a wśród klientów ogromną rzeszę stanowi obcojęzyczna, studencka młodzież. Publiczność ma do dyspozycji dwa pomieszczenia. W pierwszym jest bar obsługiwany przez śliczne Wietnamki, mówiące bezbłędną polszczyzną, w drugim - charakterystyczne dla japońskich restauracji tatami, czyli stoliki wpuszczone w podłogę, dające pozór spożywania posiłku w tradycyjnym przysiadzie.
W menu Du-Za Mi-Ha znajdziecie kilkadziesiąt wariantów klusek z bulionem, zieleniną i rozmaitymi, głównie mięsnymi dodatkami. Przebojem jest oczywiście zupa pho, czyli dużo rosołu, dużo płaskiego makaronu, dużo kolendry, dymki i pokrojonej w paski wieprzowiny, wołowiny, kaczki czy kurczaka. Najbardziej wymagający niech spróbują zupy z kawałkami wołowiny na surowo. Obok makaronu pho możecie dostać również makaron sojowy, ryżowy oraz okrągły w przekroju makaron bun. Każdy z nich występuje też w formie smażonej oraz w sosie słodko-kwaśnym, jako coś w rodzaju sałatki. Od dziewczyn pracujących za barem dowiedziałem się, że potrawy przyrządzane są na dwa sposoby: polski i wietnamski. Polacy mają bowiem skłonność do rozgotowanych makaronów w dużej ilości sosu, Wietnamczycy z kolei uwielbiają strukturę bardziej suchą i chrupką. Jeśli nie chcecie uchodzić za osiedlowe plastiki i karków - zamawiajcie dania w guście wietnamskim. Na prawach eksperymentu spróbujcie wraz z nimi słodkiego napoju z soi lub fasolki. No i oczywiście jedzcie pałeczkami. W przypadku zup używa się ich z łyżkami: łyżka w lewej dłoni, pałeczki - w prawej. Noże to obciach.
Podstawowym grzechem Du-Za Mi-Ha wydaje się niedostatek dań bezmięsnych. W dodatku nawet michy anonsowane, jako krewetkowe i krabowe, zawierają dodatek wieprzowiny, więc wegetarianie powinni dokonywać zamówień bardzo uważnych. Co, skądinąd, również nie gwarantuje sukcesu, bo wietnamscy kucharze nie rozumieją europejskiej niechęci do diety bogatej w białko zwierzęce. Mięsnych i bezmięsnych pogodzić powinny debiutujące w Warszawie sajgonki (w oryginale - nemy) na zimno, niesmażone. Te niewinne zawiniątka z papieru ryżowego, zawierające warzywa, zieleninę, odrobinę makaronu (oraz jak kto lubi - mięso) doskonale sprawdzają się, jako przekąska w gorące letnie dni. Dlatego, lato, lato... nie świruj dłużej. Jesteśmy przygotowani na twoje przyjście!
Du-Za Mi-Ha, ul. Widok 16, tel. 22 826 18 71, czynne do godz. 22, można płacić kartą

Bary z jedzeniem z Indochin mają u nas od lat swoją specyficzną, nieco tandetną estetykę, będącą północnoeuropejskim wcieleniem tamtejszej ulicznej gastronomii. Mieszczą się najczęściej w budkach, kioskach, przypadkowo zaadaptowanych wnętrzach, zaparowane, pozbawione wentylacji, udekorowane kilkoma rachitycznymi lampionami, czasami z malutkim ołtarzem buddyjskim ulokowanym gdzieś w rogu. Z kolei stołeczni miłośnicy sushi pałaszują ulubione nigiri i maki w ascetycznych, luksusowych lokalach, w których króluje śnieżna biel, kontrapunktowana detalami w czerni lub kolorze egzotycznego drewna. U Wietnamczyków rzadko gdzie znajdziecie toaletę lub klimatyzację, u Japończyków - tego typu udogodnienia są obowiązkowe. I oto na Widok 16 zdarzył się cud: demokratyczne potrawy z południowoazjatyckich bud wkroczyły na salony. I proszę nie mówić, że to sprawa drugorzędna. Spróbujcie wypić jedną pięćdziesiątkę wódki z aluminiowego kubka, a drugą z dobrze zmrożonego, grubo rżniętego kryształowego kieliszka. Jest różnica? Niby tu i tam ta sama wódka, a jednak smak diametralnie inny. I to właśnie stało się też pod szyldem Du-Za Mi-Ha: wietnamskie makarony nabrały szlachetności i wyrafinowania. Tym chyba należy przede wszystkim tłumaczyć fakt, że w ciągu zaledwie kilku dni od otwarcia lokal pęka w szwach, a wśród klientów ogromną rzeszę stanowi obcojęzyczna, studencka młodzież. Publiczność ma do dyspozycji dwa pomieszczenia. W pierwszym jest bar obsługiwany przez śliczne Wietnamki, mówiące bezbłędną polszczyzną, w drugim - charakterystyczne dla japońskich restauracji tatami, czyli stoliki wpuszczone w podłogę, dające pozór spożywania posiłku w tradycyjnym przysiadzie.
W menu Du-Za Mi-Ha znajdziecie kilkadziesiąt wariantów klusek z bulionem, zieleniną i rozmaitymi, głównie mięsnymi dodatkami. Przebojem jest oczywiście zupa pho, czyli dużo rosołu, dużo płaskiego makaronu, dużo kolendry, dymki i pokrojonej w paski wieprzowiny, wołowiny, kaczki czy kurczaka. Najbardziej wymagający niech spróbują zupy z kawałkami wołowiny na surowo. Obok makaronu pho możecie dostać również makaron sojowy, ryżowy oraz okrągły w przekroju makaron bun. Każdy z nich występuje też w formie smażonej oraz w sosie słodko-kwaśnym, jako coś w rodzaju sałatki. Od dziewczyn pracujących za barem dowiedziałem się, że potrawy przyrządzane są na dwa sposoby: polski i wietnamski. Polacy mają bowiem skłonność do rozgotowanych makaronów w dużej ilości sosu, Wietnamczycy z kolei uwielbiają strukturę bardziej suchą i chrupką. Jeśli nie chcecie uchodzić za osiedlowe plastiki i karków - zamawiajcie dania w guście wietnamskim. Na prawach eksperymentu spróbujcie wraz z nimi słodkiego napoju z soi lub fasolki. No i oczywiście jedzcie pałeczkami. W przypadku zup używa się ich z łyżkami: łyżka w lewej dłoni, pałeczki - w prawej. Noże to obciach.
Podstawowym grzechem Du-Za Mi-Ha wydaje się niedostatek dań bezmięsnych. W dodatku nawet michy anonsowane, jako krewetkowe i krabowe, zawierają dodatek wieprzowiny, więc wegetarianie powinni dokonywać zamówień bardzo uważnych. Co, skądinąd, również nie gwarantuje sukcesu, bo wietnamscy kucharze nie rozumieją europejskiej niechęci do diety bogatej w białko zwierzęce. Mięsnych i bezmięsnych pogodzić powinny debiutujące w Warszawie sajgonki (w oryginale - nemy) na zimno, niesmażone. Te niewinne zawiniątka z papieru ryżowego, zawierające warzywa, zieleninę, odrobinę makaronu (oraz jak kto lubi - mięso) doskonale sprawdzają się, jako przekąska w gorące letnie dni. Dlatego, lato, lato... nie świruj dłużej. Jesteśmy przygotowani na twoje przyjście!
Du-Za Mi-Ha, ul. Widok 16, tel. 22 826 18 71, czynne do godz. 22, można płacić kartą





