Cevap
16.07.2010
, aktualizacja: 23.11.2010 14:17
Śródmieście, ul. Chmielna 13
ZOBACZ TAKŻE
- Restauracja Mołdawska (20-08-10, 09:00)
- Smaki Warszawy: wybieramy kulinarny symbol stolicy! (06-08-10, 09:00)
- List z Dalmacji (06-08-10, 06:00)
Co ja tu jeszcze robię? Dlaczego smażę się, jak tłusta skwarka na warszawskiej, przypalonej patelni, zamiast popijać rakiję na tarasie zawieszonym nad czarnomorską tonią? Dlaczego piasek z plaży nieopodal Warny nie parzy mi stóp i dlaczego nie pływam leniwą łodzią po meandrach rzeki żółwiowej wpadającej szeroką deltą do Morza Czarnego? Dlaczego nie słucham po nocach tęsknych nut piosenki o macedońskiej dziewczynie? Kto zjada za mnie w Bułgarii smażoną w głębokim tłuszczu cacę z sałatką szopską? Czy w Zagrzebiu nadal czekają na mnie z protekcyjną porcją gulaszu z ośmiornicy? Czy to się godzi, by Dalmacja była mnie pozbawiona tego lata? Czy w malutkiej mleczarni w śródmiejskim zaułku Belgradu odłożono dla mnie solidną porcję kajmaku z żółtą papryką? Kto zamiast mnie wkłada banknoty do zmęczonych skrzypiec romskich grajków? I co, do licha, dzieje się z rumuńską orkiestrą dętą, która grywała pod Rotundą, a teraz zniknęła na dobre? Czy ona też pomknęła na Bałkany beze mnie? Jakim prawem, gdy ja tu więdnę z tęsknoty?
No dobra, jak głoszą słowa starej piosenki z równie starego filmu "Szatan z siódmej klasy": ,,Już za parę dni, za dni parę, wezmę plecak swój i...'' wyjadę tam, gdzie karmią najlepiej na świecie. Na razie szukam substytutów w Warszawie. W ostatnią niedzielę znowu pomknęliśmy do Uliczki Wietnamskich Barów na błoniach Stadionu Dziesięciolecia, tym razem, by obchodzić urodziny S. Ostatnie tygodnie przed bezpowrotną likwidacją tego niezwykłego miejsca przyciągają istne tłumy, a klimat panuje nie mniej snobistyczny niż w najbardziej przegiętych klubach w centrum. Brak orkiestry rumuńskiej zrekompensowaliśmy p. Lubomirem, świetnym akordeonistą z Ukrainy, którego na co dzień słuchacie na przystanku przy Nowym Świecie niedaleko skrzyżowania z Warecką. Gdy zagrał lezginkę, w oczach chłopaków pracujących w gruzińskiej szaszłykarni pojawiły się iskry, a nogi same rwały się im do tańca. Następnego dnia poszedłem na wizytację do Trakii na rogu Meksykańskiej i Paryskiej i z radością stwierdzam, że lokal trzyma nadal świetny poziom. A może jest nawet jeszcze lepszy, niż wtedy, gdy pisałem o nim felieton, bo w karcie zagościła na stałe pieczona jagnięcina z ryżem wymieszanym z podrobami. Spróbujcie też oryginalnego bułgarskiego nektaru z moreli. Wstrząsający.
Kolejne bałkańskie przytulisko objawiło się na Chmielnej ledwie przed kilkoma dniami. To malutki bośniacko-chorwacki grill Cevap, gdzie znajdziecie wszystkie klasyki gatunku gastronomicznego, którym rządzi mielone mięso wołowe. Formuje się z niego malutkie kotleciki cevap albo oblepia drewniane patyki, by powstał sis cevap. Królową tych kompozycji jest pljeskavica, czyli duży okrągły kotlet, który w wersji tuningowanej ma w sobie ser. Na Chmielnej jest to mozzarella, ja wolałbym oczywiście kajmak, czyli czarodziejski bałkański twaróg, o którym mówi się, że powstaje z mlecznych kożuszków. W istocie przygotowuje się go poprzez długotrwałe gotowanie tłustej śmietany i mleka i z tajemniczych powodów bardzo trudno znosi dalekie podróże. W Warszawie jest nieosiągalny, a mozzarella to wyłącznie jego bardzo daleka krewna. W Cevap nie przegapcie też smakowitego i soczystego udźca cielęcego oraz udek z kurczaka. Cała ta bałkańska grillada podawana jest w formie kanapek, zamkniętych w zwiewnych bułeczkach, zwanych lepinja. Do tego pasta z papryki ajwar oraz pomidory i ogórki. Teraz na zewnątrz stoi ogródek, gdzie można usiąść i zjeść. Jesienią i zimą Cevap zamieni się w stojący bufet, bo w środku miejsca jest jak na lekarstwo. Poza tym trochę brakuje klimatu, nowocześnie urządzony lokal, poobklejany logo międzynarodowych koncernów spożywczych, bardziej przypomina sieciówkę niż południowy barek. W lodówce znajdują się wyłącznie napoje monopolistów, co szczególnie latem odczuwa się boleśnie. Nie narzekam, bo przecież ,,już za parę dni, za dni parę, wezmę plecak swój i...''. Nie, gitary nie wezmę. Turystą przecież nie jestem. Jestem gastronautą.
Cevap, ul. Chmielna 13, tel. 666 546 536, nie można płacić kartą, www.cevap.pl

No dobra, jak głoszą słowa starej piosenki z równie starego filmu "Szatan z siódmej klasy": ,,Już za parę dni, za dni parę, wezmę plecak swój i...'' wyjadę tam, gdzie karmią najlepiej na świecie. Na razie szukam substytutów w Warszawie. W ostatnią niedzielę znowu pomknęliśmy do Uliczki Wietnamskich Barów na błoniach Stadionu Dziesięciolecia, tym razem, by obchodzić urodziny S. Ostatnie tygodnie przed bezpowrotną likwidacją tego niezwykłego miejsca przyciągają istne tłumy, a klimat panuje nie mniej snobistyczny niż w najbardziej przegiętych klubach w centrum. Brak orkiestry rumuńskiej zrekompensowaliśmy p. Lubomirem, świetnym akordeonistą z Ukrainy, którego na co dzień słuchacie na przystanku przy Nowym Świecie niedaleko skrzyżowania z Warecką. Gdy zagrał lezginkę, w oczach chłopaków pracujących w gruzińskiej szaszłykarni pojawiły się iskry, a nogi same rwały się im do tańca. Następnego dnia poszedłem na wizytację do Trakii na rogu Meksykańskiej i Paryskiej i z radością stwierdzam, że lokal trzyma nadal świetny poziom. A może jest nawet jeszcze lepszy, niż wtedy, gdy pisałem o nim felieton, bo w karcie zagościła na stałe pieczona jagnięcina z ryżem wymieszanym z podrobami. Spróbujcie też oryginalnego bułgarskiego nektaru z moreli. Wstrząsający.
Kolejne bałkańskie przytulisko objawiło się na Chmielnej ledwie przed kilkoma dniami. To malutki bośniacko-chorwacki grill Cevap, gdzie znajdziecie wszystkie klasyki gatunku gastronomicznego, którym rządzi mielone mięso wołowe. Formuje się z niego malutkie kotleciki cevap albo oblepia drewniane patyki, by powstał sis cevap. Królową tych kompozycji jest pljeskavica, czyli duży okrągły kotlet, który w wersji tuningowanej ma w sobie ser. Na Chmielnej jest to mozzarella, ja wolałbym oczywiście kajmak, czyli czarodziejski bałkański twaróg, o którym mówi się, że powstaje z mlecznych kożuszków. W istocie przygotowuje się go poprzez długotrwałe gotowanie tłustej śmietany i mleka i z tajemniczych powodów bardzo trudno znosi dalekie podróże. W Warszawie jest nieosiągalny, a mozzarella to wyłącznie jego bardzo daleka krewna. W Cevap nie przegapcie też smakowitego i soczystego udźca cielęcego oraz udek z kurczaka. Cała ta bałkańska grillada podawana jest w formie kanapek, zamkniętych w zwiewnych bułeczkach, zwanych lepinja. Do tego pasta z papryki ajwar oraz pomidory i ogórki. Teraz na zewnątrz stoi ogródek, gdzie można usiąść i zjeść. Jesienią i zimą Cevap zamieni się w stojący bufet, bo w środku miejsca jest jak na lekarstwo. Poza tym trochę brakuje klimatu, nowocześnie urządzony lokal, poobklejany logo międzynarodowych koncernów spożywczych, bardziej przypomina sieciówkę niż południowy barek. W lodówce znajdują się wyłącznie napoje monopolistów, co szczególnie latem odczuwa się boleśnie. Nie narzekam, bo przecież ,,już za parę dni, za dni parę, wezmę plecak swój i...''. Nie, gitary nie wezmę. Turystą przecież nie jestem. Jestem gastronautą.
Cevap, ul. Chmielna 13, tel. 666 546 536, nie można płacić kartą, www.cevap.pl





