kino, teatr, muzyka

Warszawa

Śródmiejska powinna wziąć się za siebie!

Maciej Nowak
12.02.2012 , aktualizacja: 09.02.2012 12:50
A A A Drukuj
Kawiarnia Śródmiejska na Marszałkowskiej w Warszawie Fot. Mateusz Baj / Agencja Gazeta Kawiarnia Śródmiejska na Marszałkowskiej w Warszawie
Zamiast prób stylizacji na dęte starowarszawskie klimaty, mamy współczesny polski design tak lubiany przez młodych mieszkańców stolicy. Ale w menu - smutna przeciętność
Kawiarnia Śródmiejska na Marszałkowskiej w Warszawie
Fot. Mateusz Baj / Agencja Gazeta
Kawiarnia Śródmiejska na Marszałkowskiej w Warszawie
Kawiarnia Śródmiejska na Marszałkowskiej w Warszawie
Fot. Mateusz Baj / Agencja Gazeta
Kawiarnia Śródmiejska na Marszałkowskiej w Warszawie
Kawiarnia Śródmiejska na Marszałkowskiej w Warszawie
Fot. Mateusz Baj / Agencja Gazeta
Kawiarnia Śródmiejska na Marszałkowskiej w Warszawie
Po efektownej, neogotyckiej kamienicy na Marszałkowskiej 66 projektu Stefana Szyllera pozostało niewiele. Wojna sprawiła, że mamy dziś tylko bezstylową budę, której front zamiast ostrołuków, służek i sterczyn, zdobi wielki szmateks. Jeden z kilkunastu, które w ostatnich latach stały się plagą reprezentacyjnej niegdyś ulicy naszego miasta. Ogryzek dzieła wielkiego warszawskiego architekta wznosi się na rogu ul. Wilczej i właśnie w tym miejscu znajduje się wejście do lokalu gastronomicznego, któremu od lat się nie wiedzie. Jeszcze w latach 90. mieścił się tu nieudany Paris-Texas, potem miejsce przejęli Wietnamczycy, a obecnie po dłuższej przerwie zawisł szyld "Śródmiejska". Gdy zobaczyłem go po raz pierwszy, przyklęknąłem w zachwycie, a serce zaczęło bić tak szybko, że pomyślałem, czy na pewno wziąłem tabletki przeciwko nadciśnieniu. Dlaczego tyle lat trzeba było czekać na knajpę Śródmiejską w Śródmieściu?! Co za szczęsny czas nastał, że właśnie teraz, w drugiej dekadzie XXI wieku, znienacka otwierają się lokale zwane swojsko barem Warszawa czy Ulubioną?

Wejście do wnętrza Śródmiejskiej podtrzymuje entuzjazm. Zamiast prób stylizacji na dęte starowarszawskie klimaty, mamy współczesny polski design tak lubiany przez młodych mieszkańców stolicy. Żyrandole z pomarańczowych konewek i plastikowych kubeczków na wodę, trochę starych mebli, ale też leżanki z palet i stoliki z wielkich szpul na kable. Do tego białe ściany i podłoga z jasnych desek. A w piwnicy specjalna toaleta dla dzieci. Jest sielsko, anielsko, malinowo. Również obsługa złożona z kilkorga młodych, sympatycznych i urodziwych ludzi dwoi się i troi. Dobra muza, obszerne, oddzielne pomieszczenie dla palaczy, a dla zmarzniętych możliwość dodatkowego ogrzania się farelką. Skoro jest malinowo, powinno być też pysznie! Czy dobrze prognozuję?

I tutaj pojawia się problem. Śródmiejska jest młodszą siostrzycą żoliborskiego Coco de Oro, który zdobył publiczność dzięki kucharzom ze Sri Lanki. Dalekowschodnia dieta zachwyca warszawską studenterię i klasę średnią, jest wytchnieniem od mamusinych obiadków. Nie podzielam tego gustu (za soczystego mielonego oddam każde curry), ale rozumiem mechanizm aspiracji i społecznej dystynkcji. Tyle że poza ideologią jedzenie musi być uczciwie przyrządzone, smaczne i przykuwające uwagę na tyle, by chciało się do niego wracać. Nie, proszę nie myśleć, że takich pozycji nie znalazłem w menu Śródmiejskiej. Mam nadzieję na jeszcze niejedno spotkanie z cudowną wątróbką drobiową w białym, winnym i słodkim sosie (22 zł), chciałbym też znaleźć kiedyś na moim talerzu lankijski placek nadziewany warzywami, jajkiem i mięsem (28 zł). O tym, że mango lassi (10 zł) było uwodzące, zapewniać nie muszę. Zawsze takie jest. Jednak większość pozostałych pozycji nie pozostaje w pamięci, lokując się w ogólnym schemacie azjatyckiej brei z horteksowskiej mrożonki. A zupy - łososiowa z makaronem sojowym (22 zł) oraz na bazie mleczka kokosowego (22 zł) były po prostu niedobre.

Słoneczne, jasne wnętrza Śródmiejskiej dobrze rymują się z rześkim początkiem dnia. Dlatego gdy wyczytałem, że lokal jest czynny od 9 rano i można w nim śniadać pomknąłem tam ponownie. No, niestety, w tej konkurencji również smutna przeciętność: jedynie jajecznica i dwie paróweczki o długości 6 cm i przekroju 5 mm. Nie ma najmniejszego porównania z lukullusowymi porannymi ucztami w niedalekim 6/12 na Żurawiej czy Przegryziu na Mokotowskiej. Droga Śródmiejsko, weź się za siebie! Taka ładna panna nie powinna chodzić zasmarkana.

Śródmiejska, ul. Marszałkowska 66 (róg Wilczej), tel. 22 629 25 76, czynne od godz. 9 rano, toaleta niedostępna dla niepełnosprawnych, można płacić kartą

Podziel się

  • Śródmiejska powinna wziąć się za siebie! nulek74 10.02.12, 14:55

    A mnie tam artykuł zachęcił, a powyższy komentarz jeszcze bardziej pewnie niebawem się pojawię:-) Gilem proszę się nie przejmować, w tym obszarze klimatycznym smark pojawia się ok. »

  • Śródmiejska powinna wziąć się za siebie! diablica66 21.02.12, 09:54

    Byłam W Śródmiejskiej i zgadzam się z autorem - kuchnia do poprawy, bo jest przeciętna, a szkoda, bo miejsce przyjemne.»

  • Śródmiejska powinna wziąć się za siebie! ania_aniakow 29.02.12, 10:23

    Kuchni azjatyckiej faktycznie jakoś dużo ostatnio w Warszawie; byłam jednak w Śródmiejskiej i nie miałam wrażenia przeciętności… Może za mało wiem na temat kulinariów, MOŻE mam kiepski»