kino, teatr, muzyka

Warszawa

Przemiany potrzebują zmiany

02.10.2009 , aktualizacja: 13.04.2011 21:05
A A A Drukuj
W sobotę kończy się najdłuższy warszawski festiwal - Przemiany nad Wisłą. Czy 3,5 mln zł z miejskiej kasy nie poszło na marne?

Mam problem z tym festiwalem, bo mimo że trwał aż cztery miesiące (to absolutny warszawski rekord), odwiedziłam go może trzy-cztery razy. Pamiętam 'Wielopleksikonia' - konia ze świateł galopującego Wisłą; tańce na dechach u Przemka Paska z fundacji Ja Wisła; granicę na moście Świętokrzyskim zbudowaną przez filmowców z Wideokomy; 'Światłosłowa', czyli poezję świecącą na wiślanym bulwarze i finał imprezy Street Art Doping. I to wszystko. A przecież - jak ogłoszono wczoraj na konferencji prasowej podsumowującej Przemiany - wydarzeń było w sumie ponad 500, a uczestniczyło w nich (nie wiem, jak to się liczy, ale policzono) ok. 125 tys. warszawiaków.

Może więc po prostu nie był to festiwal dla mnie i nie powinnam się wypowiadać. Ale zrobiłam sondę wśród znajomych, którzy aktywnie uczestniczą w życiu kulturalnym Warszawy, i okazało się, że albo o Przemianach w ogóle nie słyszeli, albo słyszeli, ale nie byli. Więc gdzieś jednak jest błąd. I nie chodzi tu tylko o jakość proponowanych kulturalnych działań, bo jak wiadomo, co jednych zachwyca, innych może zniesmaczyć.

Zawiodła na pewno promocja, a to kluczowa sprawa, gdy chce się przyciągnąć warszawiaków nad Wisłę. Brakowało wyrazistej identyfikacji wizualnej, dobrze działającej strony internetowej, niestandardowych form promocji, które dotarłyby do młodszych odbiorców. Błędem było ogłoszenie konkursu na nową grafikę festiwalu w trakcie jego trwania (dodajmy, że nie przyniósł on żadnych efektów). A przecież na samą promocję i koordynację festiwalu zajmująca się tym fundacja Impact dostała aż pół miliona złotych.

Festiwal był ukłonem miasta w stronę organizacji pozarządowych, które miały w całości wypełnić jego program. Ale to nie mogło się udać bez konkretnej osoby albo instytucji, która przejęłaby stery i ogarnęła ten program. Organizacje pozarządowe ani nie potrafią, ani może zwyczajnie nie chcą dźwigać na swoich barkach tak wielkich imprez. Inna jest specyfika ich działań - zupełnie niefestiwalowa, inna skala. Słowem - lekcja z ubiegłorocznego Lata Konesera nie została odrobiona. A przecież można: organizację rozpoczynającego się w sobotę festiwalu designu miasto powierzyło Muzeum Sztuki Nowoczesnej, festiwalu kultury niezależnej Re:Wizje, który odbywa się w grudniu, fundacji Impact. Oni tworzą wizję całości i zapraszają do współpracy inne instytucje, organizacje, artystów. Wiadomo, kto za dane wydarzenie odpowiada i kogo mamy z niego później rozliczać. A w przypadku Przemian nie wiadomo. Chyba jedynie pomysłodawczynię - Ewę Czeszejko-Sochacką, pełnomocniczkę pani prezydent ds. Europejskiej Stolicy Kultury 2016, która widzi Przemiany jako jeden z filarów naszych starań o ten tytuł. - Festiwal w przyszłym roku na pewno się odbędzie! - zadeklarowała wczoraj pani pełnomocnik. W poniedziałek spotka się z przedstawicielami organizacji pozarządowych i wspólnie podsumują festiwal.

Moim zdaniem Przemiany muszą się zmienić, żebyśmy w przyszłym roku z przyjemnością pochodzili nad Wisłę.

Kowalska

* W sobotę 3 października finał festiwalu Przemiany, w programie m.in. koncerty przy moście Świętokrzyskim, po praskiej stronie, zagrają m.in. o godz. 19 zespół The Complainer and The Complainers, a o 21 - Afro Kolektyw. Wstęp wolny. Imprezę zakończy after party w przestrzeni 1500 m2 do Wynajęcia przy ul. Solec 18

Festiwal DocBoat na Przemianach

Pomysł - wyspa na Wiśle

Miasto w komie na Przemianach

Zobacz więcej na temat:

Podziel się