kino, teatr, muzyka

Warszawa

Zarażali warszawską energią

2010-07-28 , aktualizacja: 12.04.2011 11:36
A A A Drukuj
W piątek 30 lipca wieczorem na barce w Porcie Czerniakowskim opowiedzą nam, jak było w Wilkowie i Rogowie. Ja nie wytrzymałam i spotkałam się z nimi wcześniej - z Mikiem Urbaniakiem z fundacji Uptown i Katarzyną Wyrozębską (organizatorką Hożartów), którzy zainicjowali Obywatelski Hufiec Pracy KULTURA

Wrócili w niedzielę - zmęczeni, ale szczęśliwi. Ważne w tym wyjeździe kilkunastoosobowej grupy naszych kulturalnych animatorów było też to, że przy tej okazji tak się zintegrowali. Mocne charaktery, indywidualiści, a potrafili zrobić coś wspólnie. Cezary Ciszewski z Miasta w Komie, który prowadził tam warsztaty z filmowania komórką, mówi: - Czuję się tak, jakbym rodzinę założył.

Przez kilka dni z dzieciakami powodzian z Wilkowa i okolicznych miejscowości pracowali i bawili się m.in.: Dorota Grochulska (szefowa klubu 1500 m2), Marta Trakul (urzędniczka ekolożka), Malka Kafka (właścicielka Tel-Aviv Café), Agata Mocarska (artystka), Edgar Bąk (grafik, projektant), Miesto (artysta z fundacji Vlep[v]net), Jan Estrada-Osmycki (grafik) i Andrzej Hunzvi (architekt i didżej).

Konstruowali latawce, malowali (na kartkach, koszulkach i murach), rzeźbili i wypalali te obiekty w piecach w Puławach, fotografowali i wywoływali zdjęcia, gotowali, tworzyli mapę okolicy, kręcili komórkami, zbudowali domek świetlicę, zorganizowali pierwszą po powodzi potańcówkę w remizie w Wilkowie. Zintegrowali się z mieszkańcami, wysłuchali ich historii, wyposażyli dzieci w wyprawki do szkoły. To bardzo dużo.

No i złapali też odpowiednią perspektywę dla swoich działań tu w Warszawie. - Bieda jest tam straszna - mówi Mike Urbaniak. - Ludzie potracili wszystko - domy, nadzieję. Zniszczone są plantacje chmielu, sady - ich źródło utrzymania.
Mała Ania zabrała namalowany przez siebie portret do 'komórki' u babci, w której mieszka po tym, jak zalało im dom. Dyrektor szkoły w Rogowie Mariusz Sierpień wyraźnie wzruszony przez pół godziny dziękował za ofiarowanego przez OHP laptopa, bo jest tam tylko jeden komputer. - Zaprzyjaźniliśmy się z pewnym małżeństwem - wspomina Mike Urbaniak. - Pani Ewa, chora na złośliwą odmianę raka, opowiadała nam, że nie może się pogodzić z tym, że ubezpieczyciel wycenił zniszczenia w jej przydomowym ogrodzie tylko na 100 zł. A ona wierzy, że te warzywa, które tam hodowała, jej pomagały. Takie to są historie.

Zdjęcia: Mike Urbaniak i Andrzej Hunzvi

Więcej o OHP KULTURA tu...

i tu....

Zobacz więcej na temat:

Podziel się