Editors w Stodole
20.11.2009
, aktualizacja: 20.11.2009 16:45
Brytyjska grupa Editors wystąpi w poniedziałek w Stodole
- Ludzie nie kochają nas za to, że wprowadzamy ich w fatalny nastrój. Że pchamy ich jeszcze głębiej w depresję. To prawda, że nie piszemy kawałków o tym, jak fajnie się upić, trochę porozrabiać i popodrywać dziewczynki. Wierzę jednak, że jest coś w naszej muzyce i tekstach, co daje nadzieję, że nasze piosenki są światełkami w ciemności - mówił "Gazecie" wokalista Tom Smith, tuż przed poprzednim swoim koncertem w Stodole dwa lata temu.
Motyw światła powrócił w tytule wydanego właśnie trzeciego albumu grupy "In This Light And On This Evening". Płyta, jak mało które ostatnio wydarzenie w muzyce indie-rockowej, ostro podzieliła fanów i krytyków. Zawiedzeni potępili radykalny w sumie zwrot Editors w stronę brzmienia elektronicznego. Zachwyceni docenili odwagę porzucenia wypracowanego już stylu, który przyniósł grupie sukces artystyczny (i komercyjny, pierwsze dwie płyty zespołu "The Back Room" oraz "An End Has a Start" rozeszły się w ponad 2 milionach egzemplarzy).
Do niedawna jeszcze Editors byli obok amerykańskiego Interpolu zaliczani do najważniejszych pogrobowców Joy Division. Teraz to się zmienia. Co prawda głos Smitha, jego maniera wokalna, nadal pozostają ukryte w mroku, ale przez muzykę zaczyna prześwitywać słońce. I choć momentami daje to trochę kuriozalny, a trochę niepokojący efekt - jak choćby we singlu "Papillon", kiedy na tle wcale nieponurej muzyki Smith, jak zwykle przekonująco, wyrzuca z siebie mocne słowa "gdyby istniał jakiś Bóg, na pewno dałby już o sobie znać".
Jeśli wierzyć wywiadom z zespołem, zmiana brzmienia sprowokowana była troską o zdrowie psychiczne Smitha i pozostałych Editorsów, potrzebą higieny muzycznej samego zespołu i pewnie gdzieś strachem przed zapędzeniem się w kozi róg.
Żeby dowiedzieć się czy zmieniło się też brzmienie koncertowe Editors trzeba poczekać do poniedziałku. Jeśli jednak koncert będzie choć w połowie tak dobry, jak ten sprzed dwóch lat, to fanów grupy czeka doskonały wieczór.
Poniedziałek, 23 listopada. Stodoła, ul. Batorego 10. Początek o godz. 20. Bilety 90 zł. w przedsprzedaży i 100 zł. w dniu koncertu.
Motyw światła powrócił w tytule wydanego właśnie trzeciego albumu grupy "In This Light And On This Evening". Płyta, jak mało które ostatnio wydarzenie w muzyce indie-rockowej, ostro podzieliła fanów i krytyków. Zawiedzeni potępili radykalny w sumie zwrot Editors w stronę brzmienia elektronicznego. Zachwyceni docenili odwagę porzucenia wypracowanego już stylu, który przyniósł grupie sukces artystyczny (i komercyjny, pierwsze dwie płyty zespołu "The Back Room" oraz "An End Has a Start" rozeszły się w ponad 2 milionach egzemplarzy).
Do niedawna jeszcze Editors byli obok amerykańskiego Interpolu zaliczani do najważniejszych pogrobowców Joy Division. Teraz to się zmienia. Co prawda głos Smitha, jego maniera wokalna, nadal pozostają ukryte w mroku, ale przez muzykę zaczyna prześwitywać słońce. I choć momentami daje to trochę kuriozalny, a trochę niepokojący efekt - jak choćby we singlu "Papillon", kiedy na tle wcale nieponurej muzyki Smith, jak zwykle przekonująco, wyrzuca z siebie mocne słowa "gdyby istniał jakiś Bóg, na pewno dałby już o sobie znać".
Jeśli wierzyć wywiadom z zespołem, zmiana brzmienia sprowokowana była troską o zdrowie psychiczne Smitha i pozostałych Editorsów, potrzebą higieny muzycznej samego zespołu i pewnie gdzieś strachem przed zapędzeniem się w kozi róg.
Żeby dowiedzieć się czy zmieniło się też brzmienie koncertowe Editors trzeba poczekać do poniedziałku. Jeśli jednak koncert będzie choć w połowie tak dobry, jak ten sprzed dwóch lat, to fanów grupy czeka doskonały wieczór.
Poniedziałek, 23 listopada. Stodoła, ul. Batorego 10. Początek o godz. 20. Bilety 90 zł. w przedsprzedaży i 100 zł. w dniu koncertu.
Najlepsze koncerty i imprezy w Warszawie



