, ostatnia aktualizacja 2012-01-26 13:53:15.0
USA 2012 Reż. Asger Leth. Grają: Sam Worthington, Elizabeth Banks, Jamie Bell, Ed Harris
Sensacyjny, debiut fabularny reżysera bardzo ciekawego dokumentu "Miasto słońca". "Człowiek..." jednak z dokumentalnym czy choćby realistycznym podejściem nie ma nic wspólnego: to czysta rozrywka, dla której liczy się efekt, nie prawda. Nick (Australijczyk Worthington), były nowojorski gliniarz, skazany na 25 lat więzienia (zakładamy, że skoro bohater filmu, to niesłusznie), po ucieczce z tegoż pojawia się pewnego dnia na parapecie 21. piętra hotelu na Manhattanie, grożąc samobójczym skokiem. Na miejsce przyjeżdża policyjna negocjatorka (Banks), próbując go odwieść od tego pomysłu. Szybko jednak okazuje się, że Nick chce w ten sposób odwrócić uwagę od dokonywanego naprzeciwko "skoku" na jubilerski sejf obrzydliwie bogatego biznesmena (Harris), z którym ma zadawnione porachunki. Od momentu (trochę przedwczesnego) ujawnienia tej rewelacji napięcie siada: bo skoro to tylko inscenizacja, to Nick jest bezpieczny (chyba że się poślizgnie). Punkt ciężkości fabuły przenosi się na włam dokonywany przez brata Nicka Joeya i Angie, dziewczynę tego ostatniego. Tu z kolei o napięcie trudno, gdyż techniczny przebieg tej operacji jest bardziej niejasny niż w "Mission Impossible", a na dodatek przebiega ona w krotochwilnej, wesołkowatej atmosferze. Joey i Angie ciągle się przekomarzają, droczą ze sobą, drażnią erotycznie itd., co ma być - zważywszy na tzw. kontekst sytuacyjny - zabawne, ale wychodzi to bardzo średnio. Sporo jest tu również nieprawdopodobieństw: od zawiązania akcji (czy nikt z policjantów nie rozpoznałby Nicka, zbiegłego skazańca z Sing-Singu, którego zdjęcie zostało zapewne rozesłane?) aż do finału z jego ojcem, którego udział w całym przedsięwzięciu urąga podstawowej logice. Ale film nudny nie jest, ogląda się go całkiem dobrze i miłośnicy gatunku mogą iść śmiało, choć na krawędzi foteli siedzieć nie będą.
