Muzeum: Żydowska hawdala po zachodzie słońca
24.10.2011
, aktualizacja: 24.10.2011 10:34
Wykłady, degustacja potraw żydowskich, nauka pisowni hebrajskiej i ceremonia hawdali - świadkami tych wydarzeń byli zielonogórzanie, którzy pojawili się w Muzeum Ziemi Lubuskiej. Za nami VI Dzień Kultury Żydowskiej
W tym roku wyjątkowo nie Dni, a Dzień Kultury Żydowskiej świętowano w zielonogórskim muzeum. W zamian dostaliśmy bogaty i ciekawy program imprezy. Mieszkańcy mieli niepowtarzalną i rzadką okazję uczestniczyć w hawdali, żydowskiej ceremonii religijnej. W Zielonej Górze towarzyszyła tylko szczególnym okazjom, np. odsłonięciu tablicy na kirkucie. Rytuał odprawił Damian Neć z Postępowej Społeczności Żydowskiej Beit Kraków, student judaistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim.
Hawdala nie mogła być przypisana konkretnej godzinie w harmonogramie, bo aby ją rozpocząć, trzeba poczekać do zachodu słońca. - To część szabatu, a konkretniej, jego pożegnanie. Podczas hawdali pozbywamy się duszy, która powróci wraz z następnym tygodniem. Błogosławimy światło i wino. W chwili kompletnej ciemności zamykamy miniony tydzień i otwieramy kolejny. Hawdali nie odprawia się w synagodze. Miejsce nie gra roli, ważne, by żydzi byli wtedy razem - opowiada Neć.
Wcześniej, przed przystąpieniem do ceremonii, żydzi mają się radować i śpiewać. Ten moment, podobnie jak wszyscy goście Dnia Żydowskiego, wykorzystali na degustację tradycyjnych potraw. Do skosztowania były m.in. humus, pasta z wędzonej kaczki i cieciorka z łososiem.
Zielonogórzanie opuścili muzeum nie tylko uduchowieni, najedzeni i winem upojeni. Zyskali też wstępną wiedzę o pisowni hebrajskiej. Damian Neć, instruktor warsztatów, nie spodziewał się, że aż tylu chętnych zechce posiąść tę umiejętność. - Łatwo nie jest, bo piszemy w drugą stronę, od prawej do lewej. Ale każdego można nauczyć. Nie oszukujmy się, w Izraelu mieszkają też ludzie, którzy nie należą do inteligentnych, a jednak potrafią pisać - żartuje.
Damian Neć pochodzi ze Skwierzyny, mieście ze starą synagogą i kirkutem. Jak mówi, to tu odkrywał swoją żydowskość. - Przykro to stwierdzić, ale Żydom w województwie lubuskim żyje się dosyć ciężko. Pomijam już żarty gimnazjalistów w stylu "zrobimy z ciebie mydło". Nie ma tu życia żydowskiego, nie ma ludzi, synagog - opowiada.
Hawdala nie mogła być przypisana konkretnej godzinie w harmonogramie, bo aby ją rozpocząć, trzeba poczekać do zachodu słońca. - To część szabatu, a konkretniej, jego pożegnanie. Podczas hawdali pozbywamy się duszy, która powróci wraz z następnym tygodniem. Błogosławimy światło i wino. W chwili kompletnej ciemności zamykamy miniony tydzień i otwieramy kolejny. Hawdali nie odprawia się w synagodze. Miejsce nie gra roli, ważne, by żydzi byli wtedy razem - opowiada Neć.
Wcześniej, przed przystąpieniem do ceremonii, żydzi mają się radować i śpiewać. Ten moment, podobnie jak wszyscy goście Dnia Żydowskiego, wykorzystali na degustację tradycyjnych potraw. Do skosztowania były m.in. humus, pasta z wędzonej kaczki i cieciorka z łososiem.
Zielonogórzanie opuścili muzeum nie tylko uduchowieni, najedzeni i winem upojeni. Zyskali też wstępną wiedzę o pisowni hebrajskiej. Damian Neć, instruktor warsztatów, nie spodziewał się, że aż tylu chętnych zechce posiąść tę umiejętność. - Łatwo nie jest, bo piszemy w drugą stronę, od prawej do lewej. Ale każdego można nauczyć. Nie oszukujmy się, w Izraelu mieszkają też ludzie, którzy nie należą do inteligentnych, a jednak potrafią pisać - żartuje.
Damian Neć pochodzi ze Skwierzyny, mieście ze starą synagogą i kirkutem. Jak mówi, to tu odkrywał swoją żydowskość. - Przykro to stwierdzić, ale Żydom w województwie lubuskim żyje się dosyć ciężko. Pomijam już żarty gimnazjalistów w stylu "zrobimy z ciebie mydło". Nie ma tu życia żydowskiego, nie ma ludzi, synagog - opowiada.



